Walczymy dla Kamila

0
2257

Młody łosiczanin, przez wiele lat mieszkający na osiedlu Narutowicza pilnie potrzebuje operacji za którą przyjdzie mu zapłacić ok 150 tys zł. Rodzina, przyjaciele oraz instytucje zaangażowane w zbiórkę funduszy na leczenie Kamila proszą o wsparcie. Łosiczanie jednoczą się w walce z chorobą i czasem, bowiem Franczukowie pieniądze do szpitala w Brukseli muszą wpłacić jak najszybciej. Już zorganizowano zbiórkę funduszy, a w mediach społecznościowych ruszyły licytacje  na rzecz chorego. Dodatkowo wyznaczono punkty zbiórki nakrętek, ze sprzedaży których dochód również zostanie przeznaczony na leczenie Kamila. 

Historia Kamila
Jest 01.12.2019. Kamil traci przytomność za kierownicą i powoduje wypadek. SOR. Badania pourazowe – klatka piersiowa – czysta, jama brzuszna – w porządku, kręgosłup – bez zmian patologicznych. Tomografia komputerowa głowy. Z oddziału przychodzi neurochirurg – tomografia pokazała, że coś jest nie tak, trzeba to sprawdzić. Rezonans magnetyczny. Opis badania prawie natychmiast – duży guz w lewej półkuli. 8 cm. Winowajca wypadku i utraty przytomności. Nie ma się co łudzić… To nowotwór. Złośliwy.

Kolejne badania przeprowadzane już w Centrum Onkologii na Ursynowie potwierdzają diagnozę – guz to glejak, nowotwór mózgu. Szczęście w nieszczęściu, na czterostopniową skalę złośliwości guz jest w drugim stadium. Neurochirurdzy niechętnie podejmują temat operacji. Guz jest duży, ingerencja chirurgiczna ryzykowna. Po wielu rozmowach zostaje podjęta decyzja o pierwszym etapie operacji, która odbywa się w marcu 2020. Operacja przebiega bez większych komplikacji, Kamil ma niewielkie deficyty neurologiczne, ale kiedy walczy się o życie, człowiek nie przejmuje się drobnostkami.

Rezonans półtora miesiąca po operacji pokazuje, że guza nadal zostało dużo, bardzo dużo, ok. 5 cm. Jesteśmy dzielni, jesteśmy gotowi na kolejny etap operacji i wtedy… KONIEC. „To koniec. Nic więcej nie możemy zrobić. Kolejna operacja jest zbyt ryzykowna, guz jest w trudnych i słabo dostępnych miejscach” – mówi neurochirurg na Ursynowie. „Została Wam radio- i chemioterapia”. Dokładnie pamiętam słowa tego samego neurochirurga sprzed pierwszej operacji: „Jak zostawimy mu tak ogromny guz w głowie, będziemy patrzeć jak umiera”. Szukam ratunku u innych polskich neurochirurgów – odpowiedź jest ta sama: „Guz jest nieoperacyjny”.

Nie chcę patrzeć jak mój mąż umiera. Nie chcę patrzeć jak rozrastający się guz coraz bardziej zabiera mu sprawność. Szukam więc za granicą. I znajduję. Ratunek dla Kamila jest w Belgii, w szpitalu uniwersyteckim w Brukseli. Słowa kierownika oddziału neurochirurgicznego znowu dają nadzieję: „Nie jestem najlepszym lekarzem na świecie” – mówi, „ale mam sprzęt i doświadczenie. Mogę usunąć jeszcze ok. 80% pozostałego po pierwszej operacji guza”. Na moich ustach znowu pojawia się nieśmiały uśmiech. Czyli da się, jednak się da!

I tu oczywiście pojawiają się finansowe realia. Operacja kosztuje, w przeliczeniu na złotówki, około 150 000. Jesteśmy jeszcze młodzi, nie mamy takich pieniędzy „na czarną godzinę”. Dlatego zwracamy się do Was z prośbą o pomoc. Każda złotówka podarowana z dobrego serca zbliża nas do celu. A czasu jest niewiele. Pieniądze musimy wpłacić na konto szpitala jak najszybciej. Mamy 1,5 rocznego synka, a Kamil chciałby zobaczyć jak Młody idzie do przedszkola, jak zaczyna szkołę, a kto wie, może nawet uda mu się dotrwać do 18. urodzin naszego dziecka…

Link do zbiórki na stronie zrzutka.pl

Link do grupy licytacyjnej oraz punktu odbioru nakrętek

Dodaj komentarz

avatar

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

  Subscribe  
Powiadom o