Do redakcji Łosice.info wpłynął poruszający list od Pana Piotra Lacha, który zwrócił się z prośbą o pomoc w odnalezieniu dawnych fotografii. W latach 1942-1945 Pan Piotr uczęszczał do szkoły podstawowej w Czuchlebach, gdzie nauczycielem i kierownikiem był Pan Józef Strzelka. W czasie tych lat wykonano dwie pamiątkowe fotografie – jedna w klasie, a druga przed szkołą. Pan Piotr, nie posiadając tych zdjęć, zwraca się do mieszkańców z prośbą o wypożyczenie ich lub sprzedaż, by móc odtworzyć wspomnienia sprzed lat. Czytelników, którzy mogą pomóc w odnalezieniu tych historycznych zdjęć, prosimy o kontakt z redakcją lub córką Pana Piotra - Olgą Balicką (tel.605-602-438).

Piotr Lach zwrócił się z prośbą o pomoc w odnalezieniu dawnych fotografii
List od Pana Piotra Lacha: Poszukiwanie zaginionych fotografii z lat 1942-45
Mieszkając w Czuchlebach w latach 1942-45 uczęszczałem do szkoły podstawowej, gdzie nauczycielem i kierownikiem był pan Józef Strzelka. Otrzymałem i posiadam świadectwa z klasy trzeciej. Nauczyciel mieszkał w sąsiednich Woźnikach i dochodził do szkoły wraz z grupką dzieci z tamtej wioski. Posiadał skrzypce, na których wygrywał melodie naszych piosenek i pieśni, takich jak nasz hymn narodowy. Na ten czas otwierał okno aby melodie płynęły na wieś...
W tym czasie, kiedy ja tam chodziłem do szkoły zostały wykonane dwa zdjęcia — fotografie, jedno w klasie, w izbie, a drugie na dworzu przed szkołą. Pan nauczyciel napisał kredą na czarnej tablicy ówczesny rok i tablice ustawił przed nami, przed grupą. Ja tych fotografii nie posiadam, bo nie stać nas było na ich kupno.
Zwracam się z wielką prośbą do szczęśliwych posiadaczy tych fotografii, aby zechcieli wypożyczyć, w celu wykonania odbitek, albo odsprzedać za co zapłacę. Fotografii tych poszukuje już kilka lat przy pomocy miejscowych znajomych ale bez skutku. Liczę na dobroć.
W roku 1944 chodziłem na nauki przedkomunijne do kościoła w miejscowości Górki, gdzie przystąpiłem do pierwszej komunii. Miało to miejsce 11 czerwca 1944 roku. Posiadam obrazek komunijny oraz fotografię z kolegą Zygmuntem Wierczukiem z Czuchleb.
Tradycje i codzienność Czuchleb w czasie II wojny światowej
Z czasów naszego zamieszkiwania w Czuchlebach zapamiętałem pewne zwyczaje i wydarzenia.
W izbach oświetlenie było z lamp karbidowych, które dawały płomień jasny ale nieosłonięty. Zimową porą były objeżdżane młode dwuletnie konie w zaprzęgu parami do sań. Chłopcy jeździli na łyżwach drewnianych obitych prostym drutem i popychane kijem między nogami. Na łące przed kaplicą tworzyło się duże lodowisko, z którego korzystaliśmy.
W okresie zimy przyjechało do szkoły dwóch panów, którzy pokazywali różne sztuczki żartobliwe, w tym czasie były wykonane te fotografie, których poszukuję bezskutecznie. Obecnie z rozmów ze znajomymi dowiaduję się, że ten fotograf amator, który zrobił zdjęcia pochodził z sąsiedniej wioski, ale żadni jego potomkowie tam już nie mieszkają. Fotografie te gdzieś wśród ludzi zostały i zwracam się z wielką prośbą do osób, o użyczenie ich w celu zrobienia odbitek, albo sprzedanie ich.
Przed Wielkanocą kobiety malowały jajka kurze na pisanki, tak też malowała matka pana Adama, Franciszka Omelańczuk. Ja tej sztuce powstawania pisanek się przyglądałem. W okresie późnej jesieni trwało ręczne przędzenie wełny owczej i lnu na tak zwanych kołowrotkach ze szpul przewijane były na motowidła, następnie rozstawione w izbie było niewielkie krosno. W krośnie zakładane były nici lniane i za pomocą tzw. płochy pani Franciszka robiła płótno lniane. Następnie z płótna szyta była pościel, koszule i inne ubrania oraz worki. Z nici wełnianych robione były skarpety, rękawice a nawet grube swetry na drutach. Na krośnie robione były również zapaski wielobarwne. Także w okresie zimy, młodzież chodziła z gwiazdą śpiewając kolędy i odwiedzając mieszkańców.
Wspomnienia związane z działalnością Armii Krajowej
W Wielkanoc 1944 roku nasz gospodarz Pan Adam Omelańczuk ożenił się z panną Władysławą Szymaniuk z Czuchleb. Ślub odbył się w kościele w Górkach, a goście przyjmowani byli oddzielnie u pana młodego i panny młodej. Wieczorem miejscowa młodzież przyszła aby potańczyć tzw. wapniarze. W nocy przyszli Rosjanie, którzy uciekli z niewoli od Niemców prosząc o jedzenie. W drugi dzień wesela około 9:00 przyszła grupa dziewczynek po tzw. korowaje — okrągłe, słodkie bułeczki, które rozdawała matka pana młodego pani Franciszka Omelańczuk. Około godziny 11:00 przyjechali parą koni wozem drabiniastym partyzanci i w słomie mieli broń. Wizyta odbyła się bardzo spokojnie, a przyjechali sprowokowani nocną wizytą Rosjan. W południe poszliśmy z orkiestrą do domu panny młodej i ze wszystkimi gośćmi panna młoda przeszła do domu pana młodego czyli już teraz męża. Po tańcach i obiedzie goście powoli opuszczali dom weselny.
W 1944 roku partyzanci Akowcy dokonali na drodze w lesie koło Woźnik zbrojnego zamachu na Niemca o nazwisku Werner, żandarma z Łosic który wysyłał Polaków na roboty do Niemiec. Jego samochód spalili.
W okresie lata dokonywane były nocami zrzuty broni z samolotów dla partyzantów z AK. Mój starszy brat Leopold brał udział w odnoszeniu tej broni do kryjówek. Do tych historii trzeba wspomnieć o działalności Armii Krajowej w tej okolicy podczas okupacji niemieckiej w latach 1939-44. Bezpiecznym magazynem broni naszych Akowców była kapliczka.
Z Czuchleb należy wymienić najbardziej aktywnych, byli to: Stanisław Norwa, który zginął w powstaniu warszawskim w sierpniu 1944 roku, Stanisław Omelańczuk brat Adama i Stanisław Żuk oraz Antoni Klepacki.
W miesiącu lipcu zatrzymał się w Czuchlebach niewielki oddział Węgrów - Madziarów na koniach. Kwaterowali u gospodarzy, a konie wypasali na łąkach.
Przy końcu lipca przez wieś przejeżdżały różne oddziały wojsk niemieckich, które w naszym rejonie wycofywały się spokojnie. Ostatnie oddziały przejechały w niedzielę 30 lipca a w poniedziałek 31 lipca przyjechały dwa rosyjskie czołgi, które zatrzymały się w Czuchlebach przez dwa miesiące. We wtorek 1 sierpnia w Warszawie wybuchło powstanie warszawskie. We wrześniu widziałem jak w sąsiednich Woźnikach rozmierzana była ziemia na działki rolne. Na początku października przez Czuchleby przejechało 8 czołgów i do nich dołączyły te dwa, więc razem 10 czołgów pojechało w kierunku Warszawy.
Przemiany w Czuchlebach: Od okupacji do powojennego powrotu
Przez zimę uczęszczałem jeszcze do Szkoły w Czuchlebach, a na początku maja 1945 roku odjechaliśmy pociągiem z Platerowa przez Siedlce i Warszawę do Kutna i naszego Imielna. W Platerowie przyjęli nas do wagonu Polacy z Białorusi jadący na tzw. ziemie zachodnie. Byli to też rolnicy, po dwie rodziny były w jednym wagonie towarowym, każda rodzina miała konia, krowę, świnie, owce oraz zboże w workach.
To był piękny, wiosenny, słoneczny dzień, przejeżdżaliśmy przez zburzoną, spaloną Warszawę. Widać było może ruin, tylko gdzieniegdzie sterczały kikuty murów, nasza mama rzewnie płakała. Z pociągu wysiedliśmy w nocy, w Kutnie, tato z najmłodszym moim bratem Andrzejem i bagażami zostali na dworcu kolejowym, a mama, moje starsze rodzeństwo brat Leopold, siostra Zosia i ja poszliśmy pieszo 14 km do naszej rodzinnej wsi — Imielno. Dom pusty czekał na nas. Po tatę i Andrzeja pojechał wozem w parę koni starszy brat taty Stefan. W Imielnie szkoła już była czynna i dołączyłem do najstarszej, czwartej klasy.
Teraz, kiedy jestem na emeryturze, przyjeżdżam do Czuchleb już po raz dziesiąty, początkowo swoim samochodem a następnie kilka razy koleją też do Platerowa.
Czytelników, którzy mogą pomóc w odnalezieniu tych historycznych zdjęć, prosimy o kontakt z redakcją lub córką Pana Piotra - Olgą Balicką (tel.605-602-438).
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze