
Historia Kamila Jest 01.12.2019. Kamil traci przytomność za kierownicą i powoduje wypadek. SOR. Badania pourazowe – klatka piersiowa – czysta, jama brzuszna – w porządku, kręgosłup – bez zmian patologicznych. Tomografia komputerowa głowy. Z oddziału przychodzi neurochirurg – tomografia pokazała, że coś jest nie tak, trzeba to sprawdzić. Rezonans magnetyczny. Opis badania prawie natychmiast – duży guz w lewej półkuli. 8 cm. Winowajca wypadku i utraty przytomności. Nie ma się co łudzić… To nowotwór. Złośliwy.

Rezonans półtora miesiąca po operacji pokazuje, że guza nadal zostało dużo, bardzo dużo, ok. 5 cm. Jesteśmy dzielni, jesteśmy gotowi na kolejny etap operacji i wtedy… KONIEC. „To koniec. Nic więcej nie możemy zrobić. Kolejna operacja jest zbyt ryzykowna, guz jest w trudnych i słabo dostępnych miejscach” – mówi neurochirurg na Ursynowie. „Została Wam radio- i chemioterapia”. Dokładnie pamiętam słowa tego samego neurochirurga sprzed pierwszej operacji: „Jak zostawimy mu tak ogromny guz w głowie, będziemy patrzeć jak umiera”. Szukam ratunku u innych polskich neurochirurgów – odpowiedź jest ta sama: „Guz jest nieoperacyjny”.
Nie chcę patrzeć jak mój mąż umiera. Nie chcę patrzeć jak rozrastający się guz coraz bardziej zabiera mu sprawność. Szukam więc za granicą. I znajduję. Ratunek dla Kamila jest w Belgii, w szpitalu uniwersyteckim w Brukseli. Słowa kierownika oddziału neurochirurgicznego znowu dają nadzieję: „Nie jestem najlepszym lekarzem na świecie” – mówi, „ale mam sprzęt i doświadczenie. Mogę usunąć jeszcze ok. 80% pozostałego po pierwszej operacji guza”. Na moich ustach znowu pojawia się nieśmiały uśmiech. Czyli da się, jednak się da!
I tu oczywiście pojawiają się finansowe realia. Operacja kosztuje, w przeliczeniu na złotówki, około 150 000. Jesteśmy jeszcze młodzi, nie mamy takich pieniędzy „na czarną godzinę”. Dlatego zwracamy się do Was z prośbą o pomoc. Każda złotówka podarowana z dobrego serca zbliża nas do celu. A czasu jest niewiele. Pieniądze musimy wpłacić na konto szpitala jak najszybciej. Mamy 1,5 rocznego synka, a Kamil chciałby zobaczyć jak Młody idzie do przedszkola, jak zaczyna szkołę, a kto wie, może nawet uda mu się dotrwać do 18. urodzin naszego dziecka...

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze