Na jednej z prywatnych łąk w okolicach Łosic doszło do tragicznego zdarzenia. Dwie krowy padły po spożyciu siana zanieczyszczonego szkłem – jest to efektem porzuconych butelek, które trafiły do bel podczas belowania. Właściciel terenu apeluje do mieszkańców i turystów o odpowiedzialność i poszanowanie prywatnej własności.
Łąki rozciągające się wzdłuż Tocznej i jej dopływu, Pokisny – lokalnie znanej jako Polinówka – to jedno z tych miejsc, gdzie czas zwalnia. Szum trawy, śpiew ptaków, ciepło słońca na karku. Idealna przestrzeń na spacer, piknik, chwilę oddechu od codziennego zgiełku. Aż chciałoby się powiedzieć: raj.
Niestety, ten raj został brutalnie skażony przez ludzką bezmyślność. I kosztowało to życie – dosłownie.
Na jednej z prywatnych łąk, położonej przy Pokisnie, doszło do tragedii. Dwie krowy padły po spożyciu siana, w którym znajdowały się kawałki rozbitego szkła. Szkła, które trafiło tam... z porzuconych butelek. Zostawionych bezmyślnie w trawie, zebranych przez maszynę podczas belowania, niezauważonych – aż było za późno.
– To dramat. I to taki, którego można było tak łatwo uniknąć – mówi z bólem właściciel łąki. Po tym zdarzeniu rozwiesił poruszające apele na drzewach w okolicy:
„Z powodu pozostawionych butelek w zrolowanym sianie znalazło się pobite szkło. Już dwie krowy padły z tego powodu. Zabierz swoje śmieci ze sobą!”
Niektóre z kartek mają bardziej stanowczy ton:
„To jest moja prywatna łąka. Już 3 razy sprzątałem po tobie” – czytamy na kolejnej. I trudno się dziwić tej frustracji.
Tereny nadrzeczne stały się popularnym miejscem wśród mieszkańców – i słusznie. To urokliwe zakątki, w których można odetchnąć pełną piersią. Ale rosnąca liczba odwiedzających to także rosnąca liczba odpadów. Butelki po piwie i mocniejszym alkoholu, plastikowe opakowania, kapsle, niedopałki. Śmieci, które ktoś zostawia, bo „przecież to tylko łąka”.
Ale to nie „tylko łąka”. To czyjaś ziemia. Czyjeś źródło utrzymania. I przede wszystkim – miejsce, w którym żyją zwierzęta. Wystarczy jedna butelka, jeden nieodpowiedzialny gest. Jeden przejazd prasy, która zbiera trawę na paszę i tragedia gotowa.
– Nie proszę o cud. Tylko o szacunek. Do pracy, do życia, do natury. Jeśli ktoś chce tu przyjść – niech nie zostawia po sobie śladów. Inaczej będę zmuszony zamknąć ten teren. Rozbiorę kładkę i postawię płot – mówi właściciel.
To nie jest tylko tragedia jednego gospodarza. To symbol szerszego problemu. Mimo że żyjemy w czasach eko-haseł, kampanii społecznych i deklarowanego zrównoważonego rozwoju, nadal lekceważymy podstawowe zasady współżycia. Nadal zaśmiecamy. Nadal nie widzimy, że za „tylko jedną butelką” może kryć się czyjaś strata. Czyjaś śmierć. Tym razem zginęły dwie krowy. Ile jeszcze zwierząt musi ucierpieć, żebyśmy zaczęli traktować przyrodę i cudzy wysiłek z należytą uwagą?
Zanim więc znowu wybierzemy się nad rzekę, spakujmy nie tylko koc i kiełbaski, ale też worek na śmieci. I zostawmy po sobie coś więcej niż syf – zostawmy szacunek.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze