Reklama

Łańcuszek wsparcia dla pani Władzi

12/04/2021 17:37

Bez bieżącej wody, bez toalety i wygód, w drewnianym, wymagającym szybkiego remontu wiekowym domku mieszka pani Władysława – emerytowana pracownica serpelickiej biblioteki. Koleje życia nie szczędziły jej ciężkiej pracy, wyrzeczeń i wielu rozczarowań. Dziś zamiast cieszyć się i odpoczywać na zasłużonej emeryturze musi mierzyć się z gorzką rzeczywistością, smaku której nie spodziewała się nawet w najgorszych snach. - Było już tak źle, że jedynym wyjściem jakie widziałam była śmierć. Miałam czarne myśli, a nadzieja całkiem mnie opuściła – wyznaje 76-letnia Władysława.

Reklama

Piękna urokliwa wioska, położona nad samym Bugiem – Serpelice - ulubiona atrakcja letników. Przy głównej ulicy domki wczasowe, ośrodki wypoczynkowe w zaciszu wysokich sosen, a nieopodal domy rdzennych mieszkańców. Czas płynie tu jakby wolniej, jego wartkość wyznacza leniwość krętej rzeki i pory roku. Wydawać by się mogło, że jest to miejsce idealne, w którym żyje się równie pięknie. Niestety historia Pani Władysławy pokazuje jak bardzo trudne mogą być meandry życia i jak bardzo ludzie, którym ufamy i których kochamy potrafią nas skrzywdzić.

Reklama

Władysława urodziła się 20 października 1945 roku w Serpelicach. W 1947 roku razem z całą rodziną wyjechała w rejony Olsztyna. Do Serpelic powróciła w 1965 roku.  – Poszłam od razu do pracy i pracowałam w pałacu w Zabużu, dorabiałam również jako kelnerka w ośrodku  letniskowym. Wcześniej też pomagałam rodzicom pracując dorywczo jako dziecko. Nigdy nie musieli się martwić o pieniądze na moje potrzeby – książki, buty czy inne – dorobiłam zawsze tyle by na to wszystko wystarczyło. W 1970 roku dostałam pracę w miejscowej bibliotece, w której pracowałam do emerytury jako bibliotekarka – mówi pani Władysława.

Reklama
Dziś, mimo wyjątkowej pracowitości 76-latka znalazła się w bardzo trudnej sytuacji. Najpierw w kość dało jej nieudane małżeństwo, później kłopotów dołożył syn i jego partnerka, a w rezultacie kobietę wplątano w wir pułapek finansowych. Zamiast cieszyć się zasłużoną emeryturą podupadła całkowicie na zdrowiu i martwi się jak związać koniec z końcem, a także o to, co zrobić by drzwi wejściowe całkiem się nie rozsypały a drzewa starczyło na opał. 76-letnia kobieta, której ciało naznaczone jest ciężką pracą i cierpieniem, codziennie sama targa wiadra wody ze studni, rąbie drwa i pierze na tarze - bo stara Frania dawno już się popsuła.

- Mąż był bardzo nerwowy, szczególnie po alkoholu. Bywało, że razem z mamą uciekałyśmy z naszego własnego domu przed jego agresją– nocowałyśmy wtedy u sąsiadów, bo mąż potrafił być nieobliczalny i niebezpieczny. Wzięliśmy rozwód – wyznaje kobieta. – Ale to nic, bo nigdy nie był dla mnie podporą, to ja musiałam pracować na siebie, dziecko dom i niego – on nie czuł się w obowiązku by do tej wspólnej puli coś dokładać, nie dawał na nic, więc i tak byłam zdana tylko na siebie i ewentualną pomoc mamy – dodaje.

Po rozwodzie mogło być lepiej… jednak głupi wybryk młodych chłopców sprawił, że jego konsekwencje Władysława odczuwa do dziś, bo to na nią spadła odpowiedzialność za syna. - Bardzo dużo kosztowała mnie spłata rachunku telefonicznego – syn z kolegami nadzwonili na numery 0700 kilkadziesiąt tysięcy złotych – ten rachunek przyszło mi zapłacić samej. To była wtedy zawrotna kwota, ja bym za te pieniądze mogła dom wyremontować i miałabym tu jak w pudełeczku – przyznaje ze smutkiem 76-latka.

Reklama

Później nie było wcale łatwiej. Syn dorósł, koleją rzeczy wszedł w związek z kobietą z którą zamieszkał w domu matki. Niestety pani Władysława znów przekonała się o tym, że najbliższy człowiek przysporzy jej kolejnych problemów. - To nie jest zły chłopak, ale ta konkubina sprowadziła go na złą drogę. Wziął sobie na głowę ją i cudze dzieci. Jedno mieli też wspólne. I zawsze tych dzieci było mi najbardziej żal. Tam królował alkohol i wieczne awantury. Kiedy próbowałam interweniować obrywało się i mi – od niego i od niej, bo ta kobieta ciągle go buntowała. Było już tak źle, że jedynym wyjściem jakie widziałam to była śmierć. Miałam czarne myśli, a nadzieja całkiem mnie opuściła. To był bardzo trudny czas i dobrze, że ta kobieta już tu nie mieszka, bo nie wiem jak by to się skończyło. – dodaje smutno Władysława.

Reklama
Seniorka nie miała łatwo, emerytura w wysokości nieco ponad tysiąc zł przestała zwyczajnie na wszystko wystarczać, siłą rzeczy trzeba było wybierać pomiędzy jedzeniem, zakupem leków a opłatami i spłatą długów. Na jej utrzymaniu był też syn z konkubiną i dziećmi. – Ona brała zasiłki na dzieci a on pracował tylko z czasu. Mówili że za śmieci płacą. Nie płacili, oszukiwali mnie – przyznaje staruszka. O pieniądze upomniała się więc gmina i półtora roku temu wystawiła emerytce tytuł egzekucyjny na kwotę 1794,69 zł. – Co miałam robić? Musiałam wziąć pożyczkę i to spłacić – wyznaje.

Na spłatę pojawiających się kolejnych zobowiązań emerytka wzięła kredyt w banku. Prawie 10 tys. zł. Mimo, że syn z konkubiną już nie mieszkali w domu pani Władysławy nie zapomnieli o seniorce. - Przyjeżdżali codziennie przez trzy dni. Ja kilka dni wcześniej wzięłam pożyczkę żeby spłacić komornika. W weekend jeszcze pieniądze były tam gdzie je położyłam, ale w poniedziałek po ich wyjeździe nie zostało kompletnie nic – w tym miejscu gdzie powinny być, było pusto. Zawiadomiłam policję, ale syn z konkubiną wyparli się tej kradzieży – a nikogo innego w domu przecież nie było wtedy. Pieniądze przepadły – mówi rozgoryczona 76-latka. Do długów które już i tak były przytłaczające doszły więc kolejne… a stare wcale nie zmalały. Spirala finansowych zobowiązań coraz bardziej się rozkręcała.

Jakby tego było mało kobieta dziś spłaca też długi piekielnej pary zaciągnięte w parabankach. - Nabrali pieniędzy na mój dowód, bez mojej wiedzy i zgody, podrobili podpis… A ja teraz to muszę spłacać – denerwuje się 76-latka.

Obecnie Władysława mieszka całkiem sama – bowiem syn przebywa w więzieniu gdzie czeka na wyrok za przemoc domową. – To przecież nie był zły chłopak… serce matkę boli, że tak się stało – wyznaje ze smutkiem kobieta.

O problemach emerytowanej bibliotekarki opowiedziały nam osoby życzliwe, które nie mogły dłużej patrzeć jak pani Władysława samotnie zmaga się z kolejnymi przeciwnościami losu. W mediach społecznościowych na profilu sołectwa Sarnaki pojawił się przed Wielkanocą apel z prośbą o pomoc.

Reklama

W dosłownie dwa dni udało się wtedy zorganizować artykuły spożywcze, trochę chemii gospodarczej i ubrania. – Zrobiliście mi prawdziwe święta, takich dawno już nie miałam… – mówi łamiącym się głosem, nie kryjąc łez wzruszenia pani Władysława. Znalazły się wspaniałe osoby, które zapłaciły wtedy bieżące rachunki za prąd, śmieci i podatek, a także uregulowały dług w miejscowym sklepie. Kupiono 5 metrów drzewa na zimę, a strażacy z OSP Serpelice poświęcili całe popołudnie by długie belki drzewa pociąć na mniejsze części. Dzięki wsparciu dobrych ludzi do 76-latki trafiła też pompa do studni i pralka wirnikowa. Urządzenia te trzeba jeszcze będzie zainstalować, co wiąże się z potrzebą wykonania gniazdka do ich podłączenia.

Reklama

Nie ulega wątpliwości, że pani Władysława potrzebuje wsparcia, zdajemy sobie też sprawę, że najlepsze było by wsparcie długofalowe - systemowe, a nie tylko doraźna pomoc. Dlatego o ewentualną pomoc mieszkance Serpelic zapytaliśmy wójta gminy Sarnaki - Grzegorza Arasymowicza, który zapewnił nas, że już przekazał informacje o kłopotach seniorki do sarnackiego GOPS. Żywimy nadzieję, że rzeczywiście  znajdzie się  ktoś, komu los Władysławy nie będzie obojętny.

Za wszelką okazaną pomoc, życzliwość i dobre słowo bardzo dziękujemy w imieniu pani Władysławy. Nie ukrywamy jednak, że potrzeb jest o wiele więcej. Seniorka nie będzie w stanie poradzić sobie z naglącymi problemami bez wsparcia, co wpędzi ją niechybnie w kolejne problemy, w tym również finansowe.

Reklama

Jako dziennikarze, którzy podjęli się interwencji, nie zostawiamy pani Władysławy z jej problemami. Mamy jednak nadzieję, że znajdzie się jeszcze kilka osób, które również wesprą nas w staraniach o lepsze i jaśniejsze jutro dla tej biednej kobiety.

Potrzeb jest dużo. Do problemów finansowych, długów bankowych i komorniczych dochodzą pilne potrzeby w naprawach domu. Mimo, że pani Władysława nie śmie prosić o nic ponad to, co już dostała, wiemy że bez wsparcia nie udźwignie trudów życia.

Drzwi wejściowe do jej domu to tylko atrapy ze zdewastowanej sklejki, zamykane na skobelek. O wymianę proszą się też stare nieszczelne okna i zawalony dach w składziku na drewno. Iskrząca instalacja elektryczna wymaga wymiany a stara kaflowo-gliniana kuchnia, która ogrzewa dwie malutkie izdebki - modernizacji. Warunki w domu są niezwykle skromne, wręcz biedne, trzeba jednak przyznać, że mieszkanie jest wyjątkowo czyste i zadbane.

Reklama

By pomóc w zebraniu pieniędzy na wykonanie przynajmniej części napraw można wpłacić pieniądze na internetową zbiórkę, której link znajduje się TUTAJ 

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo losice.info




Reklama
Najnowsze wiadomości