Nie mówią o nim „placówka”, „ośrodek” ani „instytucja”. Mówią: nasz Dom. I w tym jednym słowie mieści się więcej niż w niejednym jubileuszowym przemówieniu. Bo 10-lecie Środowiskowego Domu Samopomocy w Nowych Litewnikach było oczywiście uroczystością z gośćmi, życzeniami i gratulacjami. Ale przede wszystkim było świętem ludzi, którzy przez dekadę budowali tu swoją codzienność - z pomocą, zrozumieniem, życzliwością i poczuciem, że są u siebie.
Uroczystości rozpoczęły się Mszą Świętą. Potem był czas na jubileuszowe spotkanie, podziękowania, wspomnienia i występy. Do Nowych Litewnik przyjechali przedstawiciele administracji rządowej i samorządowej, duchowieństwa, służb mundurowych, jednostek organizacyjnych samorządu, instytucji pomocowych oraz zaprzyjaźnionych środowisk. Były zarezerwowane miejsca, oficjalne wystąpienia i gratulacje - wszystko to, co przy takim jubileuszu jest ważne i potrzebne.
Ale najważniejsi tego dnia byli uczestnicy ŚDS-u i ich rodziny. To było ich święto. Ich dzień. Ich miejsce.
I oni sami najlepiej pokazali, czym ten Dom jest naprawdę. Przygotowali występy, w których na wesoło opowiedzieli o dziesięciu latach wspólnej codzienności. Były żarty, dystans, wspomnienia i dużo zwykłego życia, którego nie da się wpisać w sprawozdanie. Bo w takich miejscach najważniejsze rzeczy często dzieją się nie na scenie, tylko obok: przy kawie, podczas zajęć, w rozmowie, w żarcie, który rozumieją tylko „swoi”, i w małym sukcesie, który dla kogoś naprawdę jest wielką sprawą.
Przez dziesięć lat Środowiskowy Dom Samopomocy w Nowych Litewnikach mocno się zmienił. Rozwijał się, powiększał, doposażał, szukał nowych możliwości. Za tym wszystkim stały decyzje, dokumenty, pieniądze i mnóstwo organizacyjnej pracy, której z zewnątrz zwykle nie widać.
Bo Dom nie rośnie sam. Nawet jeśli bardzo się go podlewa dobrymi intencjami.
Duża część tej historii to determinacja kierownika ŚDS-u Sylwestra Siennickiego. To on przez lata zabiegał o rozwój miejsca, szukał wsparcia, pilnował spraw, przekonywał, że potrzeby są realne i że warto o ten Dom walczyć. Nie tylko wtedy, gdy można było odebrać gratulacje albo pokazać efekty, ale też wtedy, gdy trzeba było dopiąć formalności, znaleźć rozwiązanie, wykonać kolejny telefon, poprawić kolejne pismo, poczekać i spróbować jeszcze raz.
Takie rzeczy rzadko wyglądają efektownie. Nikt przy nich nie puszcza fanfar. Częściej są telefony, spotkania, dokumenty, terminy, nerwy i odpowiedzialność. Ale bez tej cichej, upartej pracy nie byłoby miejsca, które dziś dla wielu rodzin jest ważnym punktem oparcia.
Jednak nawet najbardziej zdeterminowany kierownik nie stworzy Domu sam. ŚDS w Nowych Litewnikach to także oddana ekipa pracowników - od osób dbających o codzienne funkcjonowanie i obsługę, przez terapeutów, pracowników socjalnych, instruktorów, opiekunów, aż po wszystkich, którzy każdego dnia są blisko uczestników.
To oni wiedzą, kto rano potrzebuje więcej spokoju. Kogo trzeba zachęcić. Komu dać czas. Kiedy pomóc, a kiedy pozwolić spróbować samemu. Kiedy pochwalić, kiedy odpuścić, a kiedy z uśmiechem powiedzieć: „No dobra, próbujemy jeszcze raz”.
To jest praca, której nie da się dobrze wykonywać wyłącznie „od godziny do godziny”. Bo tu liczą się rzeczy bardzo proste, ale wcale niełatwe: cierpliwość, uważność, spokój, konsekwencja i zwykła ludzka życzliwość. Czasem trzeba kogoś nauczyć konkretnej czynności. Czasem zauważyć postęp, którego ktoś z zewnątrz w ogóle by nie dostrzegł. Czasem nie poprawiać od razu. Nie poganiać. Nie wyręczać. A czasem po prostu być obok.
Dlatego słowa, które najczęściej powtarzają uczestnicy i ich bliscy, są tak zwyczajne: życzliwość, zrozumienie, wsparcie. Nie brzmią jak hasła z folderu. Ale są prawdziwe.
Życzliwość w takim miejscu to nie uśmiech do zdjęcia. To codzienna cierpliwość. Zrozumienie to nie ładne zdanie z przemówienia, tylko umiejętność zobaczenia człowieka, a nie wyłącznie jego trudności. Wsparcie to nie wyręczanie, ale pomaganie tak, żeby ktoś mógł zrobić więcej sam.
I chyba dlatego uczestnicy mówią „nasz Dom”. Bo dom nie musi być idealny. W domu czasem ktoś się spóźni, ktoś ma gorszy dzień, ktoś coś zgubi, ktoś się uprze, ktoś się obrazi, ktoś rozśmieszy wszystkich do łez. Dom to nie katalogowy porządek. Dom to miejsce, w którym ktoś zna twoje imię, twoje tempo, twoje lepsze i gorsze dni. To miejsce, do którego się wraca nie dlatego, że trzeba, ale dlatego, że jest tam bezpiecznie i znajomo.
Podczas jubileuszu spełniło się też jedno z marzeń uczestników. Od dawna prosili opiekunów i kierownika o „gwiazdę” muzyki tanecznej. Chcieli poczuć się jak na prawdziwym koncercie - u siebie, w swoim Domu, z artystą na scenie, muzyką, emocjami i tą atmosferą, której nie da się udawać.
Wcześniej pracownicy ŚDS-u nieraz sami wcielali się w role gwiazd. Przebierali się, śpiewali, tańczyli, robili show i dawali uczestnikom mnóstwo radości. I pewnie niejedna gwiazda mogłaby się od nich uczyć dystansu do siebie. Ale uczestnicy, choć świetnie się przy tym bawili, nie rezygnowali z marzenia o prawdziwym koncercie. Chcieli zobaczyć kogoś znanego właśnie tam - w swoim miejscu, na swojej uroczystości.
Podczas 10-lecia to życzenie udało się spełnić. Dla uczestników wystąpił zespół Boys z Marcinem Millerem. I nie był to po prostu kolejny punkt programu. To był moment, w którym jubileusz naprawdę stał się ich świętem: z tańcem, śpiewaniem, śmiechem, ekscytacją i radością, którą było widać od pierwszych dźwięków.
Po dziesięciu latach ŚDS w Nowych Litewnikach jest czymś więcej niż miejscem realizacji zadań pomocy społecznej. Dla uczestników jest codziennym punktem oparcia. Dla ich rodzin - często spokojem, że bliska osoba jest w dobrych rękach, wśród ludzi, którzy rozumieją i nie oceniają. Dla pracowników - miejscem odpowiedzialnej pracy, ale też relacji, których nie da się zamknąć w grafiku zajęć.
Ten jubileusz nie był więc tylko rocznicą działalności jednej placówki. Był spotkaniem ludzi, którzy przez lata stworzyli miejsce potrzebne, zwyczajne i wyjątkowe jednocześnie.
Nie dlatego, że wszystko jest tam idealne.
Dlatego, że jest tam po ludzku.
I może właśnie dlatego nikt nie mówi o nim „instytucja”.
Mówią: nasz Dom.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze