Reklama

Miłość do pszczół czyli o tym, jak natura stała się pasją całej rodziny

25/07/2024 08:18

Pszczoły, niezastąpione w roli zapylaczy, są fundamentem naszego ekosystemu, jednak zmiany klimatyczne stanowią dla nich poważne zagrożenie. Wzrost temperatur, ekstremalne warunki pogodowe i przesunięcia zasięgów roślin wywierają coraz większy wpływ na życie i zdrowie tych owadów. Przedstawiamy historię Grzegorza Wasiluka, ekologa i miłośnika pszczół, który odkrywa przed nami tajemnice życia tych niezwykłych stworzeń. Poznajcie, jak przypadkowe spotkanie z listonoszem-pszczelarzem zapoczątkowało jego przygodę z pszczelarstwem, przynoszącą nie tylko cenną wiedzę, ale także głęboki szacunek dla przyrody. Dowiedz się, jakie wyzwania stają przed pszczołami w obliczu zmieniającego się klimatu i jak możemy im pomóc przetrwać.

 

Reklama

 

O swojej przygodzie z pszczelarstwem opowiedział nam Grzegorz Wasiluk. Jego pasja do tych niezwykłych owadów narodziła się dzięki przypadkowemu spotkaniu z listonoszem-pszczelarzem. To spotkanie, pełne rozmów o pszczołach i ich fascynującym życiu, stało się początkiem nie tylko pasjonującego hobby, ale także głębokiego szacunku i zrozumienia dla przyrody. Grzegorz dzieli się swoimi doświadczeniami, od zakupu pierwszych uli, przez łapanie dzikich rojów, po trudności i radości związane z nauką i hodowlą pszczół. Jego historia pokazuje, jak pszczelarstwo może stać się źródłem wiedzy, spokoju ducha i przyczynkiem do ochrony przyrody w obliczu zmieniającego się świata.

Reklama

Grzegorz Wasiluk z żoną Magdaleną oraz dziećmi - Zuzią i Michałem

Początki Pasji

Moje zainteresowanie pszczołami zaczęło się ponad dwadzieścia lat temu. U mojej babci co roku pszczoły gniazdowały pod podłogą drewnianego domu. Wychodziły dziurą w podłodze i masowo latały po całym domu.  Dzielna babcia w końcu wyzwała je na pojedynek uzbrojona w muchozol i potyczkę przegrała... Wówczas pojawiła się myśl, że fajnie byłoby mieć własne pszczoły, choć okiełznanie takiego roju wydawało się być magią. Odłożyłem ten pomysł na później i zapomniałem o nim. Przypadek sprawił, że młodzieńcze plany zostały zrealizowane.

Reklama

Pewnego dnia odwiedził nas listonosz, który okazał się być pszczelarzem. Zapytał, czy chcemy miód, a my oczywiście odpowiedzieliśmy, że tak. Z biegiem czasu, gdy listonosz Kuba przynosił kolejne przesyłki z poczty, rozmowy o pszczołach stawały się coraz częstsze. Jesienią, kiedy nadchodził czas spoczynku dla pszczół, kupiliśmy od niego 4 ule zupełnie w ciemno, bowiem nasza wiedza o pszczołach była bardzo uboga. Założyliśmy, że do wiosny – kiedy się obudzą – zdążymy się o nich wystarczająco dużo nauczyć.

Pojechaliśmy więc do  Kuby, przywieźliśmy 4 ule, postawiliśmy na podwórku i przez dłuższą chwilę patrzyliśmy na nie jak pies na jeża. Trochę się bojąc otwierać ule - no, bo przecież nie mieliśmy zielonego pojęcia o co w tym chodzi .  Ale mimo wszystko, to był naprawdę fajny etap w naszej pszczelej przygodzie – czyli taki etap intensywnego uczenia się i obserwacji pszczół.

Reklama

Po lewej zaprzyjaźniony listonosz Kuba z córką państwa Wasiluków Zuzią. Po prawej Kuba podczas wieszania łapek na zdziczałe roje pszczół

Tu nie chodziło o zarabianie

Pszczoły kupiliśmy by je hodować, a nie po to by sprzedawać miód. Od samego początku nasza motywacja związana z posiadaniem pszczół nie była nastawiona na zarabianie. Tak naprawdę nasza decyzja z punktu widzenia ekonomicznego nie miała sensu. Nie miało też sensu kupowanie czterech uli tylko po to, żeby mieć miód, którego nasza rodzina tak naprawdę mało potrzebuje. Od ponad 20 lat uprawiamy stewię, więc nie używamy cukru.

Reklama

Intensywna nauka

Kupiliśmy pszczoły i przyszedł czas uczenia się - i to było takie fajne. Najpierw wypożyczaliśmy z biblioteki najstarsze książki o pszczelarstwie - bo one są bardzo treściwe np. "Gospodarka Pasieczna" Ostrowskiej - ale nie rozumieliśmy do końca ich języka,. Były tam obco brzmiące terminy, które teraz są dla nas jasne, ale wtedy, to nie było takie oczywiste. Bo co to jest "czerw garbaty", "czerw trutowy", "czerw otwarty", co to w ogóle ten "czerw"?  Wtedy niewiele z tego rozumieliśmy. Ale jak się szybko okazało, nasz listonosz Kuba, okazał się też skarbnicą wiedzy o pszczołach. Jego wizyty były przestrzenią do rozmów o pszczołach, ich nawykach, potrzebach, życiu…

Miłość, pasja, szacunek

Kuba zawsze opowiadał nam o tych pszczołach z ciepłem i radością, nigdy nie traktował ich jak towar. On po prostu bardzo te pszczoły szanował i z równie dużym szacunkiem o nich opowiadał.

Reklama

Niesamowicie łagodny rój

Wtedy, w tych naszych rozmowach pojawił się pomysł na łapanie rojów, które w maju lub czerwcu uciekają ze swoich uli i szukając nowych miejsc osiedlają się w lesie, starych domach, czy przedziwnych miejscach (jak np. beczki pozostawione w garażu). Zaczęliśmy więc z Kubą tworzyć skrzynki do złapania tych pszczół – tzw. "rojołapki". Narobiliśmy tego dużo i porozwieszaliśmy wiosną z nadzieją złapania choćby kilku rojów. Okazało się, że tych rojów przyszło do naszych "rojołapek" więcej niż mogliśmy pomieścić w ulach, zapełniły się wszystkie ule i musieliśmy zdjąć "rojołapki" z drzew.

Łapanie rojów jest swoistym smaczkiem pszczelarstwa. Wygląda to tak, że zachodzisz do lasu i one często wcale nie weszły do skrzynki-pułapki, tylko siedzą np. pod skrzynką czy na sąsiednim drzewie. Przed oczami masz taaaką bombę złożoną z pszczół. Taki rój jest niesamowicie łagodny – co pewnie dla wielu będzie ogromnym zaskoczeniem - można dłoń włożyć w środek roju, czy zagarnąć sobie pszczół dłonią i żadna z nich nie ugryzie. Nawet moja żona Magda razem z dziećmi przyjechała do lasu żeby mogły zobaczyć taki rój. Teraz dla naszych dzieci widok roju na drzewie to całkiem normalna rzecz.

Reklama

Magdalena, Grzegorz i Zuzia Wasilukowie podczas wysypywania złapanego roju pszczół

Mój pierwszy „dziki rój”

Oczywiście najlepiej pamiętam swój pierwszy złapany rój. Wisiał na gałęzi na wysokości około 1.5 m, praktycznie na wysokości oczu i był tak cichutki, że przechodząc obok niego nawet go nie zauważyłem. Dopiero kiedy przechodziłem w tym miejscu po raz drugi zorientowałem się, że ten rój tam jest. Nie zdjąłem go jednak, bo bardzo zależało mi na tym, żeby żona też mogła zobaczyć jak wygląda i się zachowuje. Dlatego pojechałem do domu i rozentuzjazmowany opowiedziałem mojej Magdzie o znalezisku. Nie wiedzieliśmy jak się to zbiera więc z pomocą przypędził do nas też listonosz Kuba i wspólnie z Magdą zabrali rój z gałęzią, po to, by mógł trafić do nowego domu! Wkładanie takiego roju do ula to jest też bardzo emocjonujące zajęcie. Wysypujemy pszczoły delikatnie przed ulem i one sobie wesoło wchodzą po deseczce do przygotowanego domku. To najlepszy czas na obserwacje pszczół, kiedy można tam pójść bezpiecznie nawet z małym dzieckiem.

Reklama

Typowo dzikich pszczół jest coraz mniej

Mówiąc o dzikich rojach należy raczej brać te określenie w cudzysłów. Bo one tak naprawdę nie są dzikie, to są pszczoły, które kiedyś jakiemuś pszczelarzowi odfrunęły i udało im się przezimować, lub uciekły dosłownie przed chwilą i są w krytycznym momencie bo muszą w ciągu 3 miesięcy zbudować gniazdo, odbudować od zera plastry, zgromadzić w nich zapasy pyłku i nektaru oraz rozmnożyć się do wielkiej liczby, bo szanse przeżycia zimy dla małych rojów są nikłe - nie ogrzeją się.  Więc są to raczej pszczoły z hodowli. Takich typowo dzikich gatunków pszczół jest u nas coraz mniej i coraz rzadziej można je spotkać. Wynika to przede wszystkim z tego, że rzadziej w lasach zostawiamy starodrzew w którym one mogłyby mieszkać, coraz rzadziej można spotkać stare drewniane chaty gdzie na strychach lub w ścianach pszczoły robiły sobie gniazda, coraz rzadziej pozostawiamy bez ingerencji człowieka obszary ziemi, na której dzikie pszczoły mogłyby budować swoje gniazda.

Warto też zwrócić uwagę na fakt, że typowo dzikie pszczoły czy trzmiele muszą konkurować z pszczołami hodowlanymi. Te pierwsze, jako dziko żyjące, muszą same zabezpieczyć sobie wszystko - od mieszkania, po wodę i pokarm, a także przetrwać zimę. Natomiast pszczoły hodowlane mają zabezpieczony zarówno ul, który jest na tyle dobrze zaizolowany, że ani niskie ani wysokie temperatury nie są w stanie zaszkodzić rojowi. Pszczoły hodowlane są też dokarmiane, kiedy mają za mało pokarmu - szczególnie na wiosnę. Ustawia się dla nich specjalne bezpieczne poidełka, mają też opiekę zdrowotną, bowiem podaje się im leki kiedy chorują. Są też specjalnie krzyżowane, mają większe zasięgi lotu i większą wytrzymałość - to wszystko sprawia, że te dziko żyjące gatunki mają coraz trudniej i coraz rzadziej spotykamy np. pszczołę murarkę czy trzmiela.

Reklama

Wielkopowierzchniowe uprawy szansą czy zagrożeniem?

Niestety pewnym zagrożeniem dla pszczół mogą być też wielkopowierzchniowe uprawy np. rzepaku. Jest go zazwyczaj bardzo dużo, na dużych obszarach, przez co pszczoły mają w krótkim czasie dostęp do ogromnej ilości pokarmu. Rzepak kwitnie w czasie, kiedy rodziny pszczele się dzielą (wtedy rodzina pszczela rozdziela się na dwie i jedna z nich odlatuje w poszukiwaniu nowego lokum), a my to obserwujemy jako roje szukające nowego domu. Niestety po przekwitnieniu rzepaku już nie ma takiej obfitości pokarmu, bowiem nie ma bioróżnorodności upraw, brakuje dzikich łąk na których rośliny kwitłyby przez cały rok.  Pszczoły zaczynają więc głodować. Oczywiście, te hodowlane zostaną dokarmione, jednak dzikie … nie mają takich możliwości, więc w wielu przypadkach po prostu zginą - bo nie zdążą przygotować się do zimy lub zginą ponieważ padną ofiarą chorób i pasożytów pochodzących od pszczół hodowlanych.

Reklama

A co ze środkami ochrony roślin?

Duży wpływ na żywotność pszczół mają też środki ochrony roślin  np. w uprawie rzepaku czy w sadownictwie. Często znajdujemy całe wymarłe roje, które zebrały pyłek czy nektar z opryskanych roślin. Czasem dorosła pszczoła, która ten pyłek zebrała przeżyje, jednak karmione nim młode już tej szansy nie dostaną. Może się zdarzyć, że opryski wykonane w nieodpowiednich godzinach, kiedy pszczoły są aktywne okażą się natychmiastowo zabójcze ale pamiętajmy, że niektóre preparaty owadobójcze działają nawet kilka tygodni po oprysku, więc samo opryskiwanie upraw wieczorem, gdy już nie latają pszczoły nie rozwiązuje problemu. Z tego powodu całe grupy preparatów chemicznych są zakazywane prawem w stosowaniu.

Bez dostępu do wody pszczoła nie przetrwa

Bez dostępu do wody pszczoła nie przetrwa

Coraz częściej dokonujemy melioracji naturalnych obszarów, osuszamy podmokłe tereny i niewielkie oczka wodne – to sprawia, że pszczoły, ale też i inne owady, a nawet większe zwierzęta, mają coraz bardziej utrudniony dostęp do wody. Dziko żyjące owady czy zwierzęta mają jedynie określony zasięg przemieszczania się. Myślę, że pszczoła efektywnie lata nie więcej niż 2 kilometry. Jeśli w tym promieniu nie znajdzie wody, której używa m. in. do chłodzenia uli, nie będzie w stanie schłodzić go. Nie będzie też mogła się napić. I pomimo, że wokół będą pięknie kwitnące łąki czy pola rzepaku, ale w obrębie 2 km nie będzie dostępu do stabilnego źródła wody, pszczoły będą miały niezmiernie trudno funkcjonować.

Grzegorz Wasiluk z córką Zuzią obserwują chodzącego po dłoni dziewczynki trutnia

Edukacja i świadomość ekologiczna

Ja stawiam na edukację – od tych najmniejszych po nas dorosłych. Przy wyborze środków ochrony roślin warto przeczytać chociaż instrukcję producenta i zastosować się do zapisanych tam wytycznych. Warto też poczytać, to czego producent nie napisał, trzeba poszukać w różnych źródłach. Optymalnie byłoby wykorzystywać środki biologiczne zamiast chemicznych, niestety biologiczne są zazwyczaj kilkukrotnie droższe. Myślę, że środki ochrony roślin są niestety przez nas nadużywane i są zbyt łatwo dostępne, np. sady jabłoniowe otrzymują to około 20 oprysków w sezonie. Niezmiernie trudno jest te opryski tak robić aby żaden z dwudziestu z nich nie zaszkodził pszczołom. Zastanówmy się ile tej chemii z 20 oprysków zostanie w ziemi, być może kwiat który wyrośnie tam za rok wciąż będzie szkodził pszczołom i potem nam - konsumentom miodu, nie mamy przecież kontroli nad tym gdzie polecą pszczoły.

Wiele preparatów, które można kupić bez żadnego zezwolenia są ekstremalnymi truciznami. W  ciągu 5 minut możemy kupić wysyłkowo niemal każdy preparat. A kiedy komuś zostanie przeterminowany środek ochrony roślin - to nawet nie ma go gdzie zutylizować. To rozległy i  problematyczny temat.

Jednak edukacja z zasad stosowania środków ochrony roślin, to zaledwie jeden kierunek edukacji. Warto też zadbać, by wyposażać dzieci w wiedzę o samych pszczołach, ich zwyczajach, potrzebach i pożytku z życia z nimi w symbiozie.

Moim osobistym sukcesem jest zaszczepienie ciekawości pszczołami oraz otaczającą przyrodą moim dzieciom. Starsza córka, Zuzia wręcz chłonie tę wiedzę. Jako 6-latka jest w stanie opowiedzieć ze szczegółami cały roczny cykl życia pszczół, wskaże w ulu "królową" pszczelą szybciej niż ja. Ma w sobie też ciekawość odkrywania. Często wspólnie szukamy informacji na temat spotkanych owadów, których ja, jako dorosły pewnie bym nawet nie dostrzegł. Pająki w naszym domu są objęte ochroną i Zuzia je wynosi na trawnik w słoikach – dzieje się tak, odkąd miała okazję wziąć w dłonie wielkiego ptasznika.

Zapylaczy jest wiele

Często o pszczołach mówimy w kontekście zapylania roślin, bowiem są one świetnymi zapylaczami. Ale przy tej okazji pomijamy zazwyczaj pozostałe dzikie owady, które również mają swój ogromny udział w tym procesie.

Razem z żoną posadziliśmy trędownik, bardzo miododajną roślinę - zrobiliśmy to tylko po to, by dzieci mogły obserwować dzikie owady, które wabione obfitością nektaru przylatują na grządkę z trędownikiem. Dzieci mogły już zobaczyć dziką czarną pszczołę zadrzechnię czy inne pszczele cudaki, których raczej na co dzień nie dostrzegamy.

Pszczoły spijające miód z palca Grzegorza Wasiluka

W symbiozie z pszczołami

Nasza cała rodzina żyje pszczołami. To nie jest tak, że w ulu jest jakiś magiczny kranik, który odkręcamy i do słoiczka płynie miód. To jest cały proces, ceremonia powtarzalnych czynności, które charakteryzują się skupieniem, spokojem i radością. Nie podoba mi się hodowanie pszczół dla przemysłowego pozyskiwania miodu, dlatego sam jestem od tego bardzo daleki. Nasze pszczoły traktujemy z dużym szacunkiem. Nie zajmujemy się produkcją miodu a hodowlą pszczół. Miód jest, tak jakby, efektem ubocznym, który nie jest dla nas czymś najważniejszym.

Generalnie mam jedynie pozytywne doświadczenia związane z pszczołami. Jeśli się je rozumie i podchodzi do nich ze spokojem,  i poszanowaniem zasad, to one odwdzięczają się również łagodnością. Bardzo rzadko się zdarza by pszczoły mnie żądliły. Czasem specjalnie biorę troszeczkę miodu na palec i obserwuję jak szybko obsiadają mi rękę i pieczołowicie zbierają miód z mojego palca. Po kilku minutach po miodzie nie ma nawet śladu – zostaje zebrany do sucha. Wiosną zawsze czekamy na te pszczoły, patrzymy czy już wylatują , czy przezimowały, nosimy wodę w zakrętkach od słoików i patrzymy czy piją...

Pszczelarstwo jest dla rodziny Wasiluków pewnego rodzaju terapią

Terapia i relaks

Przebywanie z pszczołami uczy nas spokoju. Nie można z nimi postępować zbyt gwałtownie, nie można przeganiać ich z miejsca na miejsce, nerwowo wyciągać ramek czy zbytnio eksploatować produkowanych przez nie wytworów. Dla mnie pszczelarstwo jest swego rodzaju terapią. Pracując przy pszczołach oczyszczam głowę z niepotrzebnych emocji – często negatywnych, uspokajam ruchy – które chwilę wcześniej były nerwowe, a także w zupełności wyciszam wszystko, co działo się wokół. Pszczoły reagują bowiem na nerwowe zachowania również nerwowo. Dlatego pochylając się nad ulem zawsze staram się wprowadzać siebie i je w swoisty rytm. Daję z siebie 100 procent uwagi, mając świadomość, że w każdym z tych małych domków są tysiące stworzeń, które tak jak i ja, mają swoje emocje. I to jest też bardzo ważny pozytyw płynący z hodowli pszczół. One po prostu uczą spokoju i wzajemnego szacunku. Dla mnie jest to ogromna wartość. A przy okazji mogę się całkowicie zrelaksować.

Red. Joanna Gąska po raz pierwszy w życiu trzyma ramkę z pszczołami

Nie bójmy się pszczół

Odczarowujemy też z żoną - nieuzasadniony naszym zdaniem - strach przed pszczołami. Nie wiem z czego ten strach się wziął – być może został wykreowany przez nieodpowiedzialne bajki, czy filmy w których roje pszczele zazwyczaj pokazywane są jako śmiertelne niebezpieczeństwo. W rzeczywistości pszczoły są łagodne, pracowite i fascynujące.

Wielokrotnie kiedy złapałem rój, chciałem pokazać go dzieciom w okolicy. Większość z nich uciekała jednak na samą myśl o kontakcie z pszczołą. Jedynie najmłodsze dzieci – 3-4 latki – nie miały jeszcze w sobie tego strachu i z ciekawością przykładały ucho i dłoń do ula by posłuchać i poczuć jak pszczoły bzyczą.

Nasze dzieci wychowane w miłości do pszczół nie mają w sobie tego strachu. Młodszy syn, Michał miał okazję słuchać jak pszczoły cichutko bzyczą w zimowym ulu, bowiem mógł wsadzić tam głowę. Zimą pszczoły minimalizują aktywność. Skupiają się w jedną zbitą gromadę zwaną kłębem i zimują w wydzielonej przestrzeni ula, ogrzewając sie nawzajem. Dlatego nasz trzylatek mógł bezpiecznie włożyć głowę do środka ula i przyłożyć ucho do ramki za którą przysypiały pszczoły.

Grzegorz Wasiluk doglądający pszczoły

Nie wszystko złoto co się świeci…

Osobiście uczę się pszczół, ale uczę się przy okazji też swojego organizmu. Szybko się okazało, że miód nie był dla mnie zbyt właściwym posiłkiem. W pierwszym roku, kiedy zbierałem miód zachłysnąłem się smakiem tego rarytasu. Pochłaniałem więc bezkarnie  mnóstwo złotego produktu. Szybko zrozumiałem, że nie jest to właściwe. Skończyło się na podwyższonym poziomie cukru we krwi i musiałem przystopować.

Pamiętajmy zatem o tym, że miód to przede wszystkim cukry proste, więc nie jest to z pewnością dobry produkt dla cukrzyków. Miód jest fajny, ale trzeba z nim bardzo ostrożnie, natomiast inne produkty pszczele, takie jak np. pyłek jest super, dlatego, że to jest to odżywka wysokobiałkowa - prawdziwy lek.  Bardzo cenny jest też kit pszczeli mający wysokie właściwości bakteriobójcze, a najcenniejsze ale i najtrudniejsze do pozyskania jest mleczko pszczele.

Pszczele narodziny

Pszczoły jako wstęp do szeroko rozumianej ekologii

Generalnie temat pszczół to bardzo szerokie zagadnienie, którego nie można ograniczać jedynie do ich hodowli czy pozyskiwania miodu. Mając pszczoły zaczynasz interesować się kwiatami jakie kwitną na pobliskiej łące, a przy okazji dostrzegasz różnorodność żyjących tam owadów, płazów czy zwierzątek.

My, szukamy z dziećmi informacji na ich temat, oglądamy książki i czytamy ciekawostki. Przy okazji nabieramy dużej świadomości ekologicznej, zależy nam by nasze pszczoły miały dostęp do zdrowych roślin, wody czy były odporne na choroby.

Hodowla pszczół nauczyła nas też odwagi w odkrywaniu świata i przyrody. Nasze dzieci z radością biegają po łące z siatką na motyle, czy z ciekawością oglądają złapaną jaszczurkę czy zaskrońca. Wychowujemy je w duchu chęci poznawania i odkrywania otaczającego świata, ale jednocześnie z poszanowaniem praw w nim panujących i przede wszystkim w duchu szacunku do całej przyrody.

Zuzia i jej nowy przyjaciel pasikonik zielony

 

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 30/08/2024 09:33
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo losice.info




Reklama
Najnowsze wiadomości