Kiedy w pracy spotykają się odwaga, zaufanie i zwykła ludzka życzliwość. O Annie Kondraciuk, "Nowym Kurierze", Łosice.INFO i historii, która wybrzmiała w książce „My, lokalni” Andrysiaka i Pawłowskiego

Są takie historie, które zostają z człowiekiem na długo. Nie dlatego, że są głośne, ale dlatego, że są prawdziwe. Opowiadają o pracy, która kosztuje sporo nerwów, snu i sił. O patrzeniu władzy na ręce, choć wiadomo, że nie wszystkim się to spodoba. O niesprawiedliwości, z którą czasem trzeba mierzyć się latami. Bywa, że taka historia zaczyna się od jednego pytania. Od odwagi, by je zadać. Od wsparcia, które przychodzi wtedy, gdy jest najbardziej potrzebne. W książce „My, lokalni” znalazł się rozdział o Annie Kondraciuk, redaktorce naczelnej „Nowego Kuriera”. Ale między wierszami wybrzmiała tam także inna opowieść - o Łosice.info, o przyjaźni i o tym, że w lokalnym dziennikarstwie są momenty, gdy ważniejsza od konkurencji staje się solidarność.

Tak właśnie wybrzmiała premiera książki „My, lokalni”, która odbyła się 20 marca w Faktycznym Domu Kultury w Warszawie. Spotkanie prowadziła Magdalena Rigamonti - znana dziennikarka i autorka książek, od lat obecna w najważniejszych polskich redakcjach. O książce rozmawiali z nią autorzy - Andrzej Andrysiak i Jacek Pawłowski. I trudno było o lepszych przewodników po tej opowieści, bo obaj doskonale znają smak lokalnego dziennikarstwa - jego sens, jego ciężar i jego cenę. Wiedzą, jak wygląda praca w redakcji, która nie ma wielkiego zaplecza, za to ma wielką odpowiedzialność. Wiedzą też, że w małych mediach za każdym tekstem stoi nie tylko temat, ale konkretny człowiek, jego nazwisko, jego odwaga i jego codzienna gotowość, by nie odpuścić. Dlatego ta książka brzmi tak wiarygodnie. I dlatego rozdział poświęcony Annie Kondraciuk niesie ze sobą coś więcej niż tylko portret jednej redaktorki. Między wierszami wybrzmiewa tam również opowieść o Łosice.info, przyjaźni i solidarności, która czasem okazuje się silniejsza niż redakcyjna konkurencja.

To nie jest historia o rywalizacji między redakcjami. Przeciwnie. To opowieść o tym, że w świecie małych mediów są sprawy ważniejsze niż wyścig na publikacje. Są chwile, gdy nie liczy się to, kto będzie pierwszy, ale kto potrafi zostać wierny prawdzie, przyzwoitości i własnym standardom. Właśnie wtedy największego znaczenia nabierają zaufanie, wzajemna obrona i świadomość, że po drugiej stronie jest ktoś, kto naprawdę rozumie, ile kosztuje rzetelne wykonywanie tego zawodu.

Bo lokalne dziennikarstwo z zewnątrz często wygląda niepozornie. Mała redakcja. Czasem kilkuosobowa, czasem właściwie jednoosobowa. Telefon, komputer, notatnik, aparat, ciągły pośpiech. A za tym wszystkim stoi człowiek, który jest jednocześnie reporterem, wydawcą, korektorem, fotografem, bywa też własnym działem interwencji i kryzysowego reagowania. W małych redakcjach nie ma komfortu schowania się w tłumie. Nie ma bezpiecznego dystansu. Nie ma anonimowości. Nie ma też działów prawnych, czy wsparcia rzeszy specjalistów. Jest za to codzienna bliskość spraw i ludzi - tych wdzięcznych, ale też tych urażonych, rozgoryczonych, wpływowych i pamiętliwych.

Pisanie o sprawach trudnych nigdy nie jest łatwe. Ale dla lokalsów bywa po prostu trudniejsze. Bo tutaj wszystko dzieje się blisko. Blisko są bohaterowie tekstów, blisko są czytelnicy, blisko są urzędnicy, samorządowcy, sąsiedzi i znajomi. Tu nie wraca się po pracy do anonimowego miasta. Tu spotyka się ludzi z własnych artykułów w sklepie, na ulicy, w urzędzie, na szkolnym korytarzu. Tu każde słowo waży więcej, a każdy tekst może uruchomić lawinę emocji, pretensji i nacisków. W takich warunkach odwaga nie jest efektownym hasłem. Jest codzienną, cichą decyzją, żeby mimo wszystko robić swoje.

W książce mocno wybrzmiewa właśnie to, że za tekstami, nagłówkami i interwencjami stoją konkretni ludzie. Tacy, którzy nie tylko opisują rzeczywistość, ale też ponoszą konsekwencje tego, że nie godzą się na przemilczanie spraw niewygodnych. Pojawienie się w tej opowieści Łosice.info nie jest dodatkiem ani ozdobnikiem. To ważny znak, że także nasz portal stał się częścią większej historii o niezależności, odwadze i cenie, jaką czasem płaci się za patrzenie lokalnej władzy na ręce.

Dla nas ten wątek jest szczególny również dlatego, że nie opiera się wyłącznie na zawodowym tle. Jest w nim przyjaźń - spokojna, nienachalna, ale prawdziwa. Taka, która nie potrzebuje wielkich deklaracji, bo najlepiej widać ją wtedy, gdy robi się trudno. Gdy trzeba kogoś wesprzeć. Gdy trzeba zostać obok. Gdy trzeba razem przejść przez napięcie, ataki i zmęczenie, które w pracy lokalnych mediów nie są wcale wyjątkiem, lecz częścią codzienności. To właśnie ten wymiar nadaje całej historii szczególną siłę. Nagle okazuje się bowiem, że książka o mediach lokalnych jest także opowieścią o relacjach między ludźmi. O tym, że można działać w osobnych redakcjach, a jednak w sprawach naprawdę ważnych umieć stanąć po tej samej stronie. Po stronie uczciwości. Po stronie mieszkańców. Po stronie prawa do zadawania pytań.

Obecność Anny Kondraciuk w książce „My, lokalni” jest bardzo ważna. Równie poruszające jest to, że razem z tą opowieścią wybrzmiał także wątek Łosice.info. Nie jako dygresja, lecz jako część prawdziwej historii o pracy, która bywa trudna, czasem bolesna, pełna wyrzeczeń i pozbawiona wygodnej anonimowości, a mimo to wciąż ma sens - zwłaszcza wtedy, gdy stoi za nią odwaga, lojalność i zwykła ludzka życzliwość. Bo może właśnie na tym polega siła lokalnych mediów. Nie tylko na tym, że informują. Także na tym, że potrafią być blisko ludzi i blisko spraw, od których inni wolą się odsunąć. A czasem również blisko siebie nawzajem - wtedy, gdy najbardziej trzeba...

Fot. Anna Kondraciuk/Nowy Kurier oraz Media Forum. Rozwój Lokalny

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Najnowsze wiadomości