Na parkiecie – mocne serwy, dynamiczne ataki i walka o każdy punkt. Na trybunach – gorący doping, śmiech dzieci i oklaski przy każdej efektownej akcji. W hali sportowej w Lipnie 28 września siatkówka miała zupełnie inny wymiar. Tego dnia nie chodziło o sportowe zwycięstwa, ale o nadzieję. O Natalię Czerkies, 33-letnią mamę pięcioletniej Zosi, której życie zmieniła jedna dramatyczna diagnoza.
– Dopiero 33 lata. To nie czas, żeby odejść – napisali bliscy Natalii w apelu na portalu Siepomaga. Jeszcze na początku tego roku była pełna planów, pracowała, cieszyła się codziennością. Dziś zmaga się z rakiem żołądka z przerzutami do otrzewnej, jelit i węzłów chłonnych. Operacja ratująca życie pozwoliła jej podjąć dalszą walkę, ale w Wielkiej Brytanii, gdzie mieszka, usłyszała słowa, których nikt nie chce usłyszeć: że leczenia już nie ma. Że pozostało hospicjum. Dla rodziny i przyjaciół to było nie do przyjęcia. Dlatego postanowili działać – zbierać środki na nowoczesne terapie za granicą.
Jedną z odpowiedzi na apel była właśnie sportowa akcja. Pomysłodawcą turnieju siatkówki został Kamil Folwarski. – Zgłosiło się osiemnaście drużyn! – mówi z uśmiechem. – Niestety, musiałem odmawiać, bo nie dalibyśmy rady w dwa dni. Zagrało sześć ekip i już wiemy, że chcemy kontynuować – nawet w formie turnieju nocnego.
Na boisku zmierzyli się pasjonaci, którzy od lat spotykają się przy siatce. Rywalizację sędziowali Marek Żabicki i Artur Zubkowicz. Były efektowne akcje, dyskusje z arbitrami, ale przede wszystkim – poczucie wspólnoty. Sylwia Gumienniczuk, współorganizatorka wydarzenia, podsumowała to krótko: – To nasza siatkarska rodzina.
Ostatecznie najlepsza okazała się drużyna Siem Squad, drugie miejsce zajął Brańsk, a trzecie – Niszczyciele Dobrej Zabawy. Ale tego dnia każdy uczestnik czuł się zwycięzcą. – Poziom był świetny – przyznaje Maciej Litwinowicz. – Ale liczyło się coś więcej: świadomość, że gramy nie tylko dla siebie, ale dla Natalii.
Atmosferę dopełniał gwar na korytarzach. Stoiska z domowymi wypiekami, kawa, herbata i rozmowy w przerwach meczów. To dzięki zaangażowaniu mieszkańców i wolontariuszy z Urzędu Gminy w Platerowie udało się stworzyć klimat, który przypominał nie tyle sportową imprezę, co rodzinny festyn.
– Dziękujemy wszystkim – sponsorom, zawodnikom, kibicom, każdemu, kto w niedzielę był z nami – mówi Edyta Gregorczuk, jedna z głównych organizatorek. – Takie wydarzenia pokazują, że razem potrafimy zrobić coś naprawdę wielkiego.
Efekt wspólnego wysiłku? 5 403 zł i 50 euro zebrane podczas turnieju. Każda złotówka to krok bliżej do terapii, która może uratować Natalię.
Na zakończenie nie było nagrody dla najlepszego zawodnika. Była statuetka dla organizatora – Kamila Folwarskiego – za pomysł, determinację i serce włożone w akcję. Bo choć na parkiecie walczyły drużyny, na trybunach siedziały rodziny, a przy stołach pracowali wolontariusze, tego dnia wszyscy byli jedną drużyną. Drużyną Natalii.
Fot. Anna Kondraciuk/Nowy Kurier
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze