
Wschodni Szlak Rowerowy Green Velo jest najdłuższym, spójnie oznakowanym szlakiem rowerowym w Polsce. Przebiega przez obszar pięciu województw leżących we wschodniej części kraju: warmińsko-mazurskiego (397 km), podlaskiego (598 km), lubelskiego (414 km), podkarpackiego (459 km) i świętokrzyskiego (210 km). Niemal 580 km (29% długości trasy) stanowią odcinki prowadzące przez tereny leśne, a 180 km (9% długości trasy) przypada na doliny rzek.
Trójka przyjaciół Łucja, Piotr i Paweł postanowili przejechać nowo wytyczony szlak. W zeszłym roku pokonali trasę o długości 1034 km, w tym roku na liczniku mieli 1160 km. Jak zgodnie dopowiadają- "w tym roku były góry", czyli długie górskie podjazdy oraz ciężki i wymagający teren. O tym, że jadą wspólnie zdecydowali już w zeszłym roku. Kochają rowery i kochają przygodę. Nie widzieli więc innej możliwości jak razem przemierzyć Polskę. Cała trasa Gree Velo liczy ponad 2tys km. Nasi bohaterowie w zeszłym roku przemierzyli połowę trasy, w tym roku drugą część.
Wszystko było szczegółowo zaplanowane, ustalone już przed wyjazdem?
Wszystko to był totalny spontan. Nie mieliśmy zaplanowanych i zarezerwowanych żadnych kwater. Na rowerach wieźliśmy namioty. Wybieraliśmy ustronne miejsca gdzie rozbijaliśmy obóz. W ten sposób cięliśmy koszty wyprawy i mieliśmy możliwość obcowania z przyrodą. Nie układaliśmy wcześniej planu dnia, wszystko wychodziło w trakcie. Około 15tej każdego dnia szukaliśmy na mapie miejsca dogodnego dla obozowiska. Dwa razy skorzystaliśmy z agroturystyki, po to by podładować powerbanki i zażyć nieco cywilizacji (śmiech) czyli potrzebna nam była kąpiel w normalnych warunkach i spanie w pościeli w łóżku. Pozostałą część wyprawy nocowaliśmy w namiotach.
Kto sponsorował wyprawę i jakie to były koszty?
Przez cały rok odkładaliśmy pieniądze, bo wiedzieliśmy, że znów wyruszymy w podróż. Każdy z nas sam zarobił na swój wyjazd. Wydaliśmy na całą wyprawę średnio po ok 500 - 600 zł, z czego praktycznie większość na jedzenie. Tylko dwa razy skorzystaliśmy z noclegu w kwaterach agroturystycznych, natomiast praktycznie całą wyprawę nie korzystaliśmy z tego typu możliwości, bo generuje to dość duże koszty.
Co musieliście zabrać ze sobą?
Na rower nie spakujemy tyle co do samochodu, no i przecież każdy kilogram na rowerze to dodatkowe obciążenie, które daje się ostro we znaki podczas pokonywania górskich podjazdów. Mieliśmy namioty, karimaty, ubrania na zmianę, kubki i talerze, małą butlę gazową i kuchenkę, kosmetyki, powerbanki. Jedzenie kupowaliśmy na bieżąco by zbędnie nie obciążać rowerów.
Ale tak z dala od cywilizacji? A czynności higieniczne? No i kobieta sobie poradziła?
(śmiech) Mieliśmy wszystko co potrzeba. Kupowaliśmy duże butelki wody, toaleta codzienna nie sprawiała nam problemów, no i dwa razy skorzystaliśmy przecież z agroturystyki.
Łucja - miałam kosmetyki, jakiś podkład, lusterko rowerowe i takie tam, więc dałam radę (śmiech)
Wstawaliśmy bardzo wcześnie ok 4 rano, robiliśmy sobie kawę, lekkie śniadanie, jakieś płatki czy kanapki i ruszaliśmy w trasę. Pogoda nas rozpieszczała. Było słonecznie i ciepło, więc łatwiej było nam rozkładać i składać obóz, nie trzeba było marnować czasu na suszenie namiotów. W taką pogodę o wiele łatwiej się jedzie.
Jak wyglądał dzień na trasie?
Green Velo w dużej części omija główne drogi i jest dość dobrze oznakowane. Trochę gorzej sprawa przedstawia się w dużych miastach, bo tam oznakowania gubią się i my też kilka razy zabłądziliśmy. Na trasie, szczególnie na Roztoczu, spotykaliśmy mnóstwo osób na rowerach. Spotykaliśmy całe rodziny nawet z małymi dziećmi. Kiedy na trasie widzisz kogoś na rowerze i na tym rowerze ma sakwy, to w oczach pozostałych widzisz respekt. My też się tak czuliśmy. Każdy serdecznie nas pozdrawiał i życzył dobrej drogi, dopytywał o cel podróżny i ilość kilometrów w nogach. Pewnego dnia kiedy mieliśmy postój i chwilę na uzupełnienie zapasów, pod jednym ze sklepów podszedł do nas starszy pan i wspominał swoje wyprawy rowerowe. Również życzył nam powodzenia. Ani razu nie spotkaliśmy się z brakiem życzliwości.
Do takiej trasy trzeba się przygotowywać przez cały rok?
Kondycja przychodzi sama, wystarczy jeździć rowerem i się w to "wkręcić". Nie trenujemy jakoś specjalnie, po prostu jeździmy.
Piotr - ja zrobiłem przed wyprawą ok. 2 tyś km Paweł - ja ok. 700 km Łucja - ja to mało jeździłam
Jesteście jakoś zawodowo związani ze sportem rowerowym?
Jesteśmy studentami, rowery to nasza pasja.
Paweł - ja studiuję fizjoterapię w Białej Podlaskiej Piotr - Ja logistykę w Warszawie Łucja - a ja żywienie człowieka również w Warszawie
Zaprzyjaźniliśmy się w szkole średniej do której chodziliśmy we trójkę, teraz nasze losy się nieco rozsiały po Polsce, ale mimo, że kontakt mamy dużo mniejszy niż w ogólniaku to i tak potrafiliśmy dogadać się i znaleźć dogodny termin dla naszej wyprawy rowerowej.
A co dalej?
No własnie nie wiemy gdzie jechać w przyszłym roku. Cała trasa Green Velo zjechana, więc przydałoby się nowe wyzwanie. Myślimy o zagranicy, Bałkanach, myślimy też o naszym Pomorzu czy odkryciu innych części Polski. czas pokaże jak to wyjdzie.
Czego Wam życzyć?
Życzcie nam kolejnych pomysłów na wyprawy. No to życzymy. Dzięki za rozmowę. Dziękujemy Foto: [btn link="https://rowerowetrio.wordpress.com/wyprawa-green-velo2-2017/" target=""]Rowerowe trio[/btn] [justified_image_grid flickr_user=77044263@N07 flickr_photoset=72157685177350980]Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze