Reklama

Mas o pedofilii nie tylko w kościele

18/10/2013 16:15

            Drodzy mili moi!

W ostatnich miesiącach w mediach roi się od kolejnych doniesień o pedofilii. Najczęściej przy tym obrywa się Kościołowi Katolickiemu. Czy słusznie?

            Nie zamierzam tu podawać zbyt wielu danych liczbowych, bo sprowadzanie osobistego dramatu dziecka do liczby w statystyce to zwykłe świństwo. Pozwolę sobie tylko napisać, że w sprawach o pedofilię codziennie wydawane są dwa prawomocne wyroki sądowe. Nie wiem jak Was, ale mnie to przeraża. Przeraża mnie tym bardziej, że poznałem kiedyś ofiarę pedofilii. Przysiągłem wtedy, że nikomu nie powiem kim jest ta osoba. To zbyt bolesne by ludzie kojarzyli cię w ten sposób. I tak nie jest łatwo żyć z tak strasznymi wspomnieniami.

Reklama

            Z drugiej jednak strony przeraża mnie hipokryzja wielu pracowników mediów, bo trudno mi nazwać tych hipokrytów dziennikarzami. Cały koszmar pedofilii sprowadzają do tego co dzieje się w Kościele. Analizują każde słowo hierarchów kościelnych z oczywistym i wstrętnym domniemaniem winy, czy choćby przyzwolenia na to, co ci sami hierarchowie potępiają. Obrzydzeniem napawa mnie fakt, że tak dokładnie badający każde słowo księży ludzie całkowicie wybiórczo traktują to potępienie. Tymczasem problem nas otacza. Nie jest żadną tajemnicą, że nie tylko księża mogą być pedofilami. Pedofilem może być każdy dorosły. Może nim być nauczyciel, policjant, strażak. Czy tylko przez to mamy zrezygnować z ich pomocy? Tylko dlatego, ze mogą być zagrożeniem? Potworem może okazać się też ojciec czy matka dziecka. Nie wydaje mi się jednak, żeby w związku z tym właściwe było profilaktyczne pozbawienie praw rodzicielskich wszystkich ludzi.

            Pytanie nie powinno wcale brzmieć: kto jest zbrodniarzem? Zastanawiać powinniśmy się jak można uniknąć zagrożenia. Niektórym pewnie na myśl przyjdzie ponura wizja oddzielenia dzieci od świata zewnętrznego. Tyle, że to zachodzi samorzutnie. Ile kiedyś dzieciaków bawiło się pod naszymi oknami, a ile dzisiaj? A mimo to dzieci cały czas są krzywdzone. Moja propozycja wygląda zupełnie inaczej. Od najmłodszych lat budujmy więzi z naszymi dziećmi. Wskazujmy im jak wyglądają zdrowe relacje między ludźmi. Pokazujmy jak każdy może wykorzystywać swoje mocne strony by pomagać innym. Dzieci będą się wtedy czuć bezpiecznie. Jeżeli będziemy się wystarczająco starać to dzieci nie będą widziały potrzeby by coś przed nami ukrywać. Bo i po co, skoro jedyne, co od nas dostaną, to pomoc?

Reklama

            Ktoś kiedyś powiedział: myśl globalnie, działaj lokalnie. To jest właśnie jedna z sytuacji, w których ta myśl znakomicie się sprawdza. Jeżeli bardzo lokalnie będziemy dbać o nasze dzieci, uczyć je rozpoznawać pewne zagrożenia, to nie dość, że nasze dzieci ich unikną, to może też na zasadzie przechwałek z kolegami „a mój tata powiedział…”, inne dzieci też uda się pośrednio uświadomić. Może dzieci zdołają zaalarmować dorosłych. Może dorośli zdołają zaalarmować policję. Może na policji nie zabraknie skuteczności i niebezpieczny człowiek, niezależnie od tego kim jest, zostanie powstrzymany.

            A teraz z drugiej strony. Pedofil też nie ma lekko. Szczególnie jeżeli zwalcza to w sobie. Jeden z moich znajomych zwierzył mi się kiedyś, że nie może przebywać w towarzystwie dzieci. Bał się, że je skrzywdzi. Z drugiej strony bał się, że jeżeli gdzieś się zgłosi i oficjalnie przyzna się do swoich tłumionych przecież i nigdy nie zaspokojonych ciągot, to gdzieś go zamkną, zniszczą życie jego i jego rodziny, może nawet zlinczują. O ile nie przeraziłaby mnie taka reakcja na realny gwałt, to opisana przez niego prognoza faktycznie skłania do głębokiego przewartościowania swoich poglądów. W sumie każdy ma coś na sumieniu. Jedni całkiem niewinnie robią sobie nocne wycieczki do lodówki, inni podprowadzą czasem z pracy długopis, czy inny drobiazg. Są jednak i tacy, którzy mają ze swoimi ciągotami znacznie większe problemy. Czemu nie jesteśmy w stanie zdobyć się na okazanie zaufania jeżeli ktoś chce się pozbyć zawczasu czegoś tak wstrętnego? Czemu na cierpienie skazujemy jeszcze niewinnych ludzi?

Reklama

            I na ich korzyść również działa proponowana przeze mnie profilaktyka. Jeżeli będą wiedzieli, że kara za ich zbrodnie będzie nieunikniona łatwiej im będzie od zła się powstrzymywać.

            To pewne, że moja metoda nie zlikwiduje pedofilii jako takiej. Nie wydaje mi się jednak, żebyśmy byli w stanie tego dokonać jakąkolwiek metodą. Nasze zadanie polega na czym innym. Chrońmy życie naszych najbliższych. Poznawajmy je, cieszmy się nim. I odważnie, ale rozsądnie idźmy przez życie.

mas

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo losice.info




Reklama
Najnowsze wiadomości