Są koncerty, po których bije się brawo. I są takie, po których nikt nie potrafi od razu klaskać - bo stoi w milczeniu, próbując połknąć łzy, świadomy, że uczestniczył w czymś, co bardziej się czuje, niż opisuje. Dziesięciolecie Zespołu Pieśni i Tańca Ziemi Łosickiej należało do tych chwil, które nie kończą się wraz z ostatnim ukłonem. One zostają pod skórą, w środku, tam gdzie pamięć spotyka wzruszenie. Tego wieczoru Łosice zabrzmiały inaczej. W pieśniach słychać było szelest pól nadbużańskiej ziemi, śmiech dzieci ganiających po podwórzu, weselne przyśpiewki spod strzechy i historie opowiadane kiedyś przy lampie naftowej. A gdy scena zadrżała pod krokami tancerzy, stało się jasne, że tradycja nie została jedynie przypomniana. Ona wróciła do domu.
Jubileuszowy Koncert Galowy, który odbył się 25 października w Łosickim Domu Kultury, nie był zwykłym podsumowaniem dekady działalności artystycznej. Był opowieścią o marzeniu, które stało się przestrzenią spotkania pokoleń; o pracy, która zamieniła się w misję; o wartościach, które scementowały ludzi wokół jednego rytmu.
Zespół Pieśni i Tańca Ziemi Łosickiej powstał we wrześniu 2015 roku - z potrzeby ocalenia dziedzictwa regionu od zapomnienia. Pomysł narodził się w gronie tych, którzy wierzyli, że Ziemia Łosicka zasługuje na własny głos i własną scenę. Współtwórcy idei: Mariusz Kucewicz i Dorota Kozłowska - połączyli siły i dzięki sercu, wrażliwości i artystycznemu prowadzeniu Mirosława Odoszewskiego pomysł nabrał rytmu. To on nadał zespołowi charakter, wyraz i emocjonalny puls.
Najpierw były pieśni. Potem pojawił się taniec, a wraz z nim barwy, kroki i sceny utkane z tradycji. W 2018 roku narodziła się Mała Ziemia Łosicka, dzięki której dziedzictwo przestało być historią dorosłych - stało się opowieścią przekazywaną dziecięcym głosem, z ufnością i świeżością.
Zespół szybko wyrósł na artystyczną wizytówkę regionu. Reprezentował Ziemię Łosicką na festiwalach, przeglądach i koncertach w kraju i za granicą, niosąc pieśnią i tańcem obraz miejsca, które od lat potrafiło pielęgnować to, co prawdziwe.
Jubileusz nie był jedynie spektaklem. Był przeżyciem. Scena czasem przypominała letnie podwórze, czasem - izbę weselną, innym razem - drogę między polami. Publiczność nie oglądała występu. Ona podróżowała, wędrowała, przypominała sobie zapachy, obrazy i słowa, o których wcześniej nie wiedziała, że nadal w niej mieszkają.
Gdy najmłodsi artyści z Małej Ziemi Łosickiej weszli na scenę, wielu widzów uśmiechnęło się tak, jak uśmiecha się człowiek widzący przyszłość, która umie nieść tradycję bez ciężaru, za to z radością.
A finał? Finał był ciszą przed burzą wzruszenia. Publiczność wstała. Brawa rozległy się ale najpierw była ta jedna wspólna chwila - zatrzymania, wdzięczności, świadomego oddychania obok siebie. Dopiero później rozbrzmiała fala oklasków. Gratulacje i życzenia płynęły ku scenie jak ciepły strumień, który miał tylko jedno źródło: serce.
Rozległo się gromkie, szczere i donośne „Sto lat!” - nie jako zwyczajowa formuła, lecz jak prośba i deklaracja. Trwajcie. Nie przestawajcie. Jesteście nam potrzebni.
Podziękowano członkom zespołu za lata pracy, pasji i oddania, a szczególne słowa wdzięczności skierowano do obecnych prowadzących: kierownika artystycznego Konrada Śledzia, kierowniczki artystycznej, choreografki Katarzyny Tursieńskiej oraz kierowniczki kreatywnej i administracyjnej Doroty Kozłowskiej, która współtworzyła z Mirosławem Odoszewskim zespół od pierwszego dnia.
Ten jubileusz niósł w sobie szczególną nutę - piękną, emocjonalną i ważną jednocześnie. To był pierwszy koncert jubileuszowy bez Mirosława Odoszewskiego, współtwórcy zespołu i wieloletniego kierownika artystycznego, który odszedł 3 lutego tego roku.
Wspominano go nie jak legendę, lecz jak bliskiego - kogoś, kto jeszcze przed chwilą stał za kulisami z życzliwym uśmiechem i ostatnią radą. Mówiono o nim przez łzy, ale i przez ciepło. Bo to on nadał zespołowi serce, które biło nawet wtedy, gdy jego głos już nie wybrzmiewał. Był tym, który natchnął zespół duszą i rytmem.
Dziesięć lat przeminęło jak jeden taniec - pełen zwrotów, przyspieszeń, pauz i emocji. Ale jubileusz nie był finałem. Był przypomnieniem. I zobowiązaniem. Bo tradycja nie jest zamknięta w muzeum. Tradycja żyje wtedy, gdy ludzie ją czują. Gdy ją śpiewają, tańczą, wspominają - i przekazują dalej. Tego wieczoru tradycja wróciła do domu. A Łosice - słuchały.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Wspaniały opis przewspaniałej imprezy. Wyrazy uznania dla autorki.
Wspaniały opis przewspaniałej imprezy. Wyrazy uznania dla autorki.