Święta Bożego Narodzenia to magiczny czas kiedy gasną wszystkie spory, w którym radość wita wszystkich a życzenia składa Niebo - ziemi, niebu - ziemia - parafrazując słowa kolędy Czerwonych Gitar. Teraz słów kilka o wigilijnych zwyczajach jakie zaobserwowała Joanna- matka 6 letniego synka w naszym szpitalu.
Wigilia rano, dziecko męczy kaszel, kaszel jest na tyle uciążliwy, że dziecku trudno złapać powietrze. Mały "szczeka", a mama zaczyna bardzo się martwić, bo w końcu to jej ukochane dziecko choruje. Każdy zdroworozsądkowy rodzic, w trosce o swojego szkraba szuka szybkiej konsultacji lekarskiej, tak żeby niczego nie przeoczyć i zawczasu zapobiec całemu złu jakie może czyhać na dzieciaka.
Nasza bohaterka postanawia zawieźć dziecko do lekarza. Niestety w wigilię przechodnie nie pracują, ale! jest przecież nocna i świąteczna opieka lekarska w szpitalu, więc decyzja zapada - jedziemy do szpitala. W drzwiach wita ją zdegustowany/wściekły/wzburzony pacjent który siarczyście klnąc rzuca na wychodne- "chamstwo!" i znika za drzwiami. Joanna nie bardzo wie co się zdarzyło, i w sumie czy to ma jakieś znaczenie? Oczywiście w tej chwili liczy się zdrowie jej dziecka, więc udaje się na Izbę Przyjęć i po odnalezieniu pielęgniarki (tak, trzeba było jej poszukać) pyta czy można poprosić jakiegoś pediatrę i tu wyłuszcza sprawę, że dziecko chore, że kaszel, że się dusiło itd. Pani znad okularów spogląda pobłażliwie i stwierdza, że żadnego pediatry nie poprosi bo dziś nie ma dyżuru na izbie. W międzyczasie inny rodzic wcześniej umówiony z pediatrą z oddziału idzie z błogosławieństwem pielęgniarki na górę do doktora - reszta rodziców nie ma takiego przywileju.
Joanna nie wie co robić - jak to nie ma lekarza? - pyta. "No jak nie ma lekarza, lekarz jest, ale tylko jeden, nie pediatra a internista na dyżurze w nocnej i świątecznej pomocy"- zdegustowana i zirytowana pielęgniarka rzuca spoglądając znad okularów. Joanna prosi zatem o możliwość konsultacji dziecka. Łaskawie pani na Izbie wpisuje dane, co chwile przerywając procedurę ignorując przestraszoną matkę, rozmawiając z dochodzącymi pacjentami.
Już w kolejce. Kolejka długa, ludzi sporo i ciągle ktoś dochodzi. Schorzenia różne, jakieś wypadki, nagłe zachorowania etc. Dziewczyna przecięła palce - "proszę przyjść po świętach" - słyszy, starszy pan przywieziony karetką czeka, bo Panie z Izby poszły do innego "pokoiku" i przez dłuższy czas nie wychodziły stamtąd...no cóż święta, każdy ma swoje zajęcia - tam widocznie też.
Joanna z dzieckiem już wchodzi do gabinetu (trochę poczekali, no ale kolejka to kolejka, więc matka rozumie sytuację) a tam kolejna świąteczna niespodzianka. Pani doktor obrażona na cały świat, bo przecież święta a ona tu a nie tam gdzieś przy choince i barszczu. No nic Joanna da radę, przecież dziecko tak mocno kaszlało, przecież nic innego się nie liczy. "A Wy z czym?" - ozięble rzuca Pani Doktor. "Dziecko ma bardzo suchy kaszel, rano tak bardzo kaszlał, że nie mógł złapać tchu, bardzo się bałam, dziecko mi się dusiło" - strzela jak z karabinu Joanna, żywo i z przejęciem opisując poranne zdarzenie. W tym czasie dziecko znów "szczeka" czyli kaszle gardłowo, sucho a matka słyszy - "To ma być ten kaszel?" Joanna dopytuje już poddenerwowana - "A co to jest? Nie kaszel?" i słyszy - "Niech se pani kupi syrop w aptece a nie do szpitala z czymś takim" Joanna dopytuje dalej "Pani Doktor czyli, że żadnej recepty? Nic? Dziecko mi się dusiło!" i odpowiedź "Syrop w aptece i nebulizacja, do widzenia"... Joanna wyszła po ok minucie, może dwóch i już na końcu języka miała to samo co mówił pacjent z którym mijała się wchodząc do szpitala - czyli, że chamstwo...
I teraz jako takie podsumowanie. W aptece - "potrzebuję coś dla 6 latka od suchego duszącego kaszlu. Jak dziecko ma taki napad kaszlu to się dusi" Oczywiście aptekarka szuka specyfików, daje syrop, maść, coś do inhalowania, coś na katar i przestrzega - takie małe dziecko i taki kaszel to koniecznie lekarz musi obejrzeć. Proszę się udać do szpitala....
Hej Kolęda Kolęda....
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze