Od kilku lat sadownicy biją na alarm w związku z kryzysem jaki panuje w rodzimej produkcji owoców. Ceny proponowane przez skupy są poniżej kosztów wytworzenia produktu, a producenci coraz częściej decydują się na zaniechanie zbiorów. W przeddzień nowego sezonu w Lipnie odbyło się spotkanie z przedstawicielami Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi.
Na spotkanie z producentami owoców zorganizowane przez Związek Sadowników RP oddział w Lipnie przyjechali przedstawiciele Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, poseł Marek Sawicki, wójtowie Sarnak i Platerowa, oraz przedstawicielka Izby Rolniczej. Zaproszenia na spotkanie otrzymali jednak wszyscy posłowie z okręgu siedlecko-ostrołęckiego, oraz samorządowcy z powiatu łosickiego i Konstantynowa, niestety nie znaleźli oni czasu na spotkanie z sadownikami.
.

Sytuacja jest bardzo trudna

W minionym sezonie sytuacja producentów owoców miękkich była wręcz tragiczna. Na skupie cena za porzeczkę wynosiła ok 0.25 zł, za agrest w granicach 0,30 zł za kilogram, za malinę w granicach 1,5 zł za kilogram. Kwoty zaproponowane w skupach były praktycznie równe kwotom jakie trzeba było zapłacić osobom zbierającym za kilogram zebranego owocu. Okazało się więc, że ceny skupów były poniżej kosztów wytworzenia. Nic więc dziwnego, że duża część owoców została na drzewach. Zaprzestano m. in. zbiorów wiśni, których koszt samego zbioru wahał się w granicach 0,70 zł za kilogram, natomiast na skupie płacono za zebrany owoc w granicach 0,4-0,8 zł.
Sadownicy od kilku lat biją na alarm, że rodzima produkcja owoców jest w poważnym kryzysie, mówią o potrzebie wprowadzenia instrumentów stabilizujących rynek owoców, wskazują na nieuczciwe praktyki podmiotów zajmujących się skupem. Przedstawiciele Ministerstwa Rolnictwa w odpowiedzi na stawiane przez sadowników zarzuty mówili o wprowadzeniu umów kontraktacyjnych, których wzory opracowywane są w ministerstwie.
.

10gr za jabłko

– Jabłko deserowe w sklepie kosztuje 1 zł a nam w skupie płacą 0,10 zł. Jak tak można? – pytał zirytowany sadownik emeryt. – Jadąc przez polską wieś widzicie, że aronia została na krzakach, wiśnia została nie zebrana, jabłka do dziś wiszą? Wszystko na zmarnowanie poszło.
– Dlatego uważam, że umowy kontraktacyjne powinny być obowiązkowe – wtrącił Michał Michaluk, prezes ZSRP O. Lipno – i jak słucham wypowiedzi pani Joanny a temat umów kontraktacyjnych (przedstawicielka Ministerstwa Rolnictwa, przy. red.), to rzeczywiście wszystko fajnie… Tylko, że mamy już marzec, za chwilę ruszymy z sezonem i obawiam się, że cała ta legislacja dotycząca wprowadzenia umów będzie trwała np. do września, czy października tego roku. Jak zatem będzie wyglądał tegoroczny sezon, skoro praktyka kilku ostatnich lat pokazuje, że zakłady będą próbowały skupować owoc po maksymalnie niskich cenach. Czy jest jakiś pomysł na to by temu zaradzić? – dopytywał Michaluk.
.

To specyficzny rynek

– Rynek owoców i warzyw, jest rynkiem specyficznym – mówił Łukasz Kowalczyk z Ministerstwa Rolnictwa – Jesteśmy w Unii i obowiązują nas przepisy unijne. Rynek owoców i warzyw jest o tyle specyficzny, że tu decydują czysto rynkowe warunki. Jakaś ingerencja w rynek jest praktycznie zerowa, bo nie pozwalają na to przepisy. Dodatkowo obowiązuje cały czas embargo rosyjskie i jest tym trudniej, bowiem to właśnie do Rosji trafiała znaczna część naszej produkcji. Jedyny mechanizm jaki jest przewidziany to są uznane organizacje producentów. Tylko te jednostki mają możliwość grupowania naszego rozdrobnionego rolnika. Mają też możliwość konkurowania na rynku i redukcji kosztów. Organizacje producentów mają też możliwość zarządzania kryzysowego i tak jak do tej pory był mechanizm embargo była możliwość wycofywania 5% produkcji z rynku – dodał Kowalczyk.
.

Strategia na rolnictwo będzie na dwa miesiące przed wyborami?

– Dlaczego zatem nasza produkcja nie może jechać przez Rosję ale rosyjska produkcja bez problemu może jechać przez Polskę? – rzucił zdenerwowany sadownik.
– Dlaczego jest tak, że wszystkie rzeczy trudne, niewygodne dla nas, z którymi nie umiemy sobie poradzić zrzucamy na przepisy unijne? – wtrąciła Alina Paluch, gospodarstwo sadownicze Samo Jabłko – Ludzie w Unii przecież sobie jakoś radzą z tymi problemami, a my zwalamy wszystko na przepisy unijne i twierdzimy, że nie można w nic ingerować, a to jest przecież nieprawda. My przecież możemy, tylko nie umiemy, nie chcemy, nie potrafimy – dodała. – Strategii na rolnictwo nie ma od 1990 roku i nie wiem czy kiedykolwiek będzie. Więc albo sobie poradzimy z tym sami albo… Bo nikt nam tego nie załatwi. Nie wierzę w to wszystko.
– Strategia będzie jedynie na dwa miesiące przed wyborami, a później już tej strategii nie będzie – dodał głos z sali.
Minister Marek Sawicki zwrócił uwagę na potrzebę odbudowania relacji handlowych z Rosją – Czas popatrzeć na Niemców, liderów Unii Europejskiej, którym nie przeszkadza współpraca gospodarcza z Rosją po nałożonym embargu z jednej strony z Rosji z drugiej z Europy. Więc jeśli nam nie przeszkadza czerwony rosyjski węgiel i różowy gaz, to powinniśmy też, zatroszczyć się o to, żeby w końcu z naszą żywnością wejść na rynek rosyjski – powiedział polityk.
.

36 tys zł za cały rok pracy

– Sprzedałem 120 ton jabłek, wcale nie najgorszych po 29 groszy – zaczął kolejny sadownik – i teraz się pytam, kto za mnie zaniesie ratę do banku za sprzęt potrzebny do zrobienia nawodnienia w sadzie. Gdybym sprzedał jabłko za złotówkę, miałbym 120 tysięcy złotych brutto, 80 tys by mi zostało – a tak wie pan ile wziąłem? 36 tys złotych za cały rok pracy! – dodał emocjonalnie sadownik. – I teraz nam tu mówicie, że cena będzie w umowie kontraktacyjnej sztywna, czy inna – Nie! Cena ma być minimalna! Tak, żeby sadownik mógł przekalkulować czy mu się opłaca produkować – dodał w emocjach. Zebrani na sali sadownicy nagrodzili mówcę brawami. Słychać było głosy potępiające politykę skupu owoców w tak niskich cenach, całkowicie poniżej kosztów produkcji – poniżej kosztów godności. Dodatkowo sadownicy wskazali na proceder dotyczący zapłaty za dostarczony owoc, a raczej na brak terminowych zapłat.
.

Czy Eskimos zapłaci?

– Uczestniczyłem jako firma w skupie interwencyjnym tych słynnych jabłek po 28, 29, 30 groszy – zaczął kolejny sadownik. – Minister Ardanowski uruchomił tę akcję i została wytypowana do tego zadania spółka Eskimos. Podpisałem umowę ze spółką Eskimos na 2,5 tys. ton realizacji. Oczywiście nie było komu skupować tych jabłek, więc to się przesuwało z października na listopad. W grudniu w końcu jakoś to zafunkcjonowało. Do 5 stycznia wykonałem 1145 ton. Płatność pierwsza została zapłacona za jabłka dostarczone do 18 grudnia i na tym się wszystko urwało i do dnia dzisiejszego nie ma zapłaty za resztę dostarczonego towaru. Zwracałem się do pana ministra na piśmie o wyjaśnienie przyczyn, zwróciłem się również do spółki Eskimos. Eskimos twierdzi, że KOWR blokuje pieniądze, nie wypłaca transz. KOWR natomiast twierdzi, że nic nie blokuje. Wysłałem zatem zapytanie do ministra o wyjaśnienie przyczyn. Czy spółka Eskimos nie wykonała należycie swojego zadania czy może to Ministerstwo lub KOWR niedopełnił swoich obowiązków? Dowiaduję się w rozmowie z Ministerstwem, że to nie ich sprawa, że ten skup to nie jest skup interwencyjny, tylko biznesowy. Więc na miły Bóg, czy to tylko przed wyborami działamy a później to nie?!
– Ten skup rzeczywiście był w ramach biznesowej działalności tego podmiotu – wyjaśniał przedstawiciel MRiW Łukasz Kowalczyk. – Pan minister rzeczywiście zaapelował do tego typu podmiotów by zaczęły skupować po godziwych cenach.
– To premier obiecał i gwarancje były rządowe!- gruchnęły głosy z sali
– Gwarancji zdaje się udzielał KOWR – kontynuował Kowalczyk – Ale dyrektor KOWRu podał się już do dymisji. Sprawa będzie wyjaśniana.
– Eskimos nie miał żadnych możliwości przetwórczych – ripostował Marek Sawicki – A my jako posłowie nie mamy żadnych możliwości aby dopytać się jak został wybrany Eskomos. Ale są przecież dowody prasowe, że pan premier i pan minister mówili, że będzie interwencja na rynku jabłek na poziomie 500 tys ton i, że tę interwencję rozpoczynają już. I do tego zadania została wytypowana jedna firma, która dostała gwarancje rządowe na kredyt. Na komisji rolnictwa minister przynajmniej trzykrotnie przypominał, że ta firma dostanie także gwarancje jeśli nie sprzeda na rynku koncentratu jabłkowego na odbiór tego koncentratu. Czyli jest to interwencja!
Sadownicy mówili głośno, że czują się oszukani. Dyskusja skupiła się jeszcze na cenach owoców, na możliwościach uzyskania rynków zbytu na towar i wizji ministerstwa na rozwój rolnictwa i małego przetwórstwa. Przedstawiciele ministra obiecali przedstawić wnioski w resorcie. Jednak sadownicy nie ukrywali rozczarowania ze spotkania. Mieli nadzieję na jakieś plany i rozwiązania trudnej sytuacji w jakiej się znaleźli, dostali – ich zdaniem – puste obietnice zupełnie oderwane od praktyki produkcji owoców.