Na uwolnienie czekał kilkanaście godzin

3
2596

W ratowanie uwięzionego we wnykach wilka zaangażowana była min. prezes Stowarzyszenia dla Natury “Wilk” z Żywca, lekarka z warszawskiego ZOO i pracownik RDOŚ. Pomagali im także strażacy z OSP Serpelice, którzy odnaleźli zwierzę zaraz po zgłoszeniu i kilkanaście godzin spędzili na zabezpieczaniu miejsca. Służby powiatowe nie dysponowały instrumentami pozwalającymi na bezpieczne podanie środka usypiającego zwierzęciu – dlatego też trzeba było czekać na specjalistkę z Żywca i Warszawy. Na miejscu był również wójt gminy Sarnaki, Grzegorz Arasymowicz i powiatowy lekarz weterynarii Bogusław Kuśmierczyk. 

Przypominamy, że 7 czerwca na terenie lasu w okolicy Serpelic, ujawnione zostały sidła typu wnyk z linki stalowej. W sidła kłosowników wpadł wilk. Zwierzę kilkanaście godzin od zgłoszenia dokonanego przez spacerowiczów musiało czekać na przybycie odpowiednich specjalistów, którzy mogliby uśpić rannego wilka w celu zaopatrzenia ran, bowiem służby powiatowe nie dysponowały instrumentami pozwalającymi na bezpieczne podanie zwierzęciu środków usypiających.

Jak informuje Kurier Podlaski o sprawie powiadomiono wiele służb a pracownik siedleckiej delegatury Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska Warszawa dzięki wieloletniej współpracy ze Stowarzyszeniem dla Natury “Wilk”, spowodował, że do Serpelic przyjechała dr hab. Sabina Pierużek-Nowak z Żywca i dr Agnieszka Czujkowska z warszawskiego ZOO. Strażacy z OSP Serpelice kilkanaście godzin spędzili na zabezpieczeniu miejsca, w oczekiwaniu na przyjazd specjalistów. Działania zakończyli po godz. 22.00.

Wilk mimo, że był dość wychudzony to jednak pozostawał agresywny. – Po uśpieniu, zaopatrzeniu poranionej łapy i podaniu leków wzmacniających zwierzę zostało uwolnione.

Według informacji Kuriera Podlaskiego wilk okazał się być około rocznym samcem, który już wcześniej miał spotkania z zastawianymi przez kłusowników wnykami – świadczyły o tym rany na łapach. Zwierzęciu nałożono nadajnik i nadano imię Jung.

– W lesie ujawniono i zabezpieczono jeszcze kilka innych linek stalowych. KPP w Łosicach prowadzi postępowanie w tej sprawie – informuje rzeczniczka prasowa KPP w Łosicach, mł. asp. Nina Zaniewicz.

Foto: Nadesłane przez czytelnika

Pełna treść artykułu Kuriera Podlaskiego dostępna TUTAJ

3 KOMENTARZE

  1. Szkoda, że w ratowanie moich owiec po ataku tych bydlaków (wilków) nie było zaangażowanych tyle osób i instytucji. 9 zabitych i 16 rannych owiec a do pomocy jeden weterynarz. Na mój koszt oczywiście.

Comments are closed.