Na uwolnienie czekał kilkanaście godzin

3
2580

W ratowanie uwięzionego we wnykach wilka zaangażowana była min. prezes Stowarzyszenia dla Natury “Wilk” z Żywca, lekarka z warszawskiego ZOO i pracownik RDOŚ. Pomagali im także strażacy z OSP Serpelice, którzy odnaleźli zwierzę zaraz po zgłoszeniu i kilkanaście godzin spędzili na zabezpieczaniu miejsca. Służby powiatowe nie dysponowały instrumentami pozwalającymi na bezpieczne podanie środka usypiającego zwierzęciu – dlatego też trzeba było czekać na specjalistkę z Żywca i Warszawy. Na miejscu był również wójt gminy Sarnaki, Grzegorz Arasymowicz i powiatowy lekarz weterynarii Bogusław Kuśmierczyk. 

Przypominamy, że 7 czerwca na terenie lasu w okolicy Serpelic, ujawnione zostały sidła typu wnyk z linki stalowej. W sidła kłosowników wpadł wilk. Zwierzę kilkanaście godzin od zgłoszenia dokonanego przez spacerowiczów musiało czekać na przybycie odpowiednich specjalistów, którzy mogliby uśpić rannego wilka w celu zaopatrzenia ran, bowiem służby powiatowe nie dysponowały instrumentami pozwalającymi na bezpieczne podanie zwierzęciu środków usypiających.

Jak informuje Kurier Podlaski o sprawie powiadomiono wiele służb a pracownik siedleckiej delegatury Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska Warszawa dzięki wieloletniej współpracy ze Stowarzyszeniem dla Natury “Wilk”, spowodował, że do Serpelic przyjechała dr hab. Sabina Pierużek-Nowak z Żywca i dr Agnieszka Czujkowska z warszawskiego ZOO. Strażacy z OSP Serpelice kilkanaście godzin spędzili na zabezpieczeniu miejsca, w oczekiwaniu na przyjazd specjalistów. Działania zakończyli po godz. 22.00.

Wilk mimo, że był dość wychudzony to jednak pozostawał agresywny. – Po uśpieniu, zaopatrzeniu poranionej łapy i podaniu leków wzmacniających zwierzę zostało uwolnione.

Według informacji Kuriera Podlaskiego wilk okazał się być około rocznym samcem, który już wcześniej miał spotkania z zastawianymi przez kłusowników wnykami – świadczyły o tym rany na łapach. Zwierzęciu nałożono nadajnik i nadano imię Jung.

– W lesie ujawniono i zabezpieczono jeszcze kilka innych linek stalowych. KPP w Łosicach prowadzi postępowanie w tej sprawie – informuje rzeczniczka prasowa KPP w Łosicach, mł. asp. Nina Zaniewicz.

Foto: Nadesłane przez czytelnika

Pełna treść artykułu Kuriera Podlaskiego dostępna TUTAJ

3 KOMENTARZE

  1. Szkoda, że w ratowanie moich owiec po ataku tych bydlaków (wilków) nie było zaangażowanych tyle osób i instytucji. 9 zabitych i 16 rannych owiec a do pomocy jeden weterynarz. Na mój koszt oczywiście.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.