“Ciężko mi o tym pisać, bo jest mi po prostu wstyd…”

0
2598

Na naszą redakcyjną skrzynkę przyszedł mail od mieszkanki powiatu, która doświadczała i doświadcza przemocy domowej – zarówno fizycznej, jak i psychicznej. Zdesperowana kobieta, postanowiła podzielić się traumą i wyrzucić z siebie żal oraz poczucie krzywdy, a także uzyskać wsparcie. Na jej prośbę publikujemy w oryginale, cały ten list. Tym samym chcielibyśmy zapoczątkować łosicką akcję skierowaną przeciwko sprawcom przemocy domowej. Zachęcamy osoby krzywdzone do kontaktu – pokierujemy ofiary gdzie powinny zgłosić przemoc, a także postaramy się otoczyć je opieką i profesjonalnym wsparciem psychologa.

“Witam.
Już nie wiem do kogo mam się zgłosić z moim problemem, bo wiadomo koronawirus jest dużym zagrożeniem, ale wszystko zdominował, a życie toczy się dalej, a ja (jak wiele kobiet) mam inny, równie poważny problem. Chodzi o przemoc w rodzinie, a dokładnie w małżeństwie! Zarówno tą fizyczną, ale też pomijaną często lub ignorowaną – przemoc psychiczną. Ja doświadczyłam (i niestety dzisiaj znowu doświadczyłam) obydwu.

Ciężko mi o tym pisać, bo jest mi po prostu wstyd… Wstyd, że dałam się nabrać na wizerunek miłego, uprzejmego chłopaka, że wyszłam za niego zanim tak naprawdę zdołałam go poznać, a przede wszystkim wstyd mi że nie potrafiłam odważyć się na to wyznanie od razu, kiedy to ten damski bokser po raz pierwszy podniósł na mnie rękę, (a to było już w miesiąc po ślubie!)

Na szczęście nie mieszkam już z nim, wyprowadziłam się, bo nie mogłam już patrzeć na tego bydlaka, jesteśmy aktualnie w separacji. On ponoć jest obecnie szczęśliwy – znalazł już sobie nową partnerkę (“szczęściara” – jeszcze nie wie co ją czeka 😛 ) no i myślałam, że ta złość, ta nienawiść do mnie już mu przeszła… Sam napisał żebym wzięła sobie odkurzacz i co tam jeszcze się przyda dla dzieci. Jak się później okazało – to była pułapka, zasadzka w którą znowu wpadłam… No, ale nie uprzedzając faktów…

Postanowiłam dzisiaj udać się do naszego wspólnego mieszkania, (…), w którym to razem z dziećmi mieszkaliśmy i wziąć kilka ubrań dla brzdąców – jakąś pościel, koce i trochę swoich ubrań… A ten drań nie dość, że mi nie dał tych rzeczy, to jeszcze oskarżył, (tylko po to żeby mieć się o co przyczepić), że zabrałam jakieś medaliki chłopców (mamy dwóch synów), następnie zwyzywał mnie, był bardzo agresywny, jedyny kocyk dla chłopaków jaki udało mi się wziąć wyrwał mi z impetem z rąk i … i wtedy to się stało… brutalnie rzucił mną o podłogę, aż obiłam sobie łokieć i mam odbite plecy… To nie było zwykłe popchnięcie jak niektórzy mogą sobie pomyśleć. To było celowe rzucenie, takie abym zrobiła sobie jak największą krzywdę!! Jestem teraz cała obolała i w siniakach, ale… po raz ostatni przez tego złamasa – powiedziałam sobie ! I dlatego pozwoliłam też sobie napisać tutaj. Mam nadzieję, że niedługo uda mi się rozwieść i uwolnić od tego “Pana”, nie pochodzącego przecież z jakiś slumsów, tylko z klasy średniej, znanej w Łosicach i okolicach rodziny, którzy starają się na zewnątrz pokazać jacy to oni są wspaniali, a wszystkie rodzinne brudy zamiatają pod dywan! A to nic innego niż zwykła patologia, tyle że bogata. Przez co jeszcze gorsza. Kłócą się ze sobą o byle pierdołę, wyzywają… Zresztą dość powiedzieć, iż upodobanie do przemocy i agresji mój “wspaniały mąż” odziedziczył po tatusiu. Kontynuuje rodziną tradycję. Mamusia też nie lepsza. Każdy w Łosicach już ją zna i “lubi” – taka pani “znana i lubiana”. Ale to już nie moja rodzina… Niech sobie żyją tam dalej, aby mi nie wchodzili w paradę…

Reasumując – tym wszystkim uciśnionym kobietom – żonom, partnerkom, matkom – radzę teraz – miejcie w sobie siłę by przełamać strach i powiedzcie o swoich problemach komuś, poszukajcie pomocy zanim będzie za późno! A powiem Wam z doświadczenia, że można, a nawet trzeba rzucić ten toksyczny związek, wyjść z tego bagna, zrzucić ten ciężar zacząć żyć i wreszcie być Szczęśliwą !!
Dużo Sił życzę ! :*”

Foto: Obraz Виктория Бородинова z pixabay.com